Zjawa – recenzja filmu wcale nie zjawiskowego


Zjawa, nowy film Alejandro Gonzaleza Inarritu, zgarnął przed momentem statuetkę Złotego Globu za najlepszy dramat. Reżyser na gali odebrał nagrodę dla najlepszego reżysera, a Leonardo Di Caprio został najlepszym aktorem w dramacie. Zjawa przoduje w nominacjach do Oscarów (ma 12 nominacji) i uchodzi za faworyta w wielu kategoriach. Ale dla mnie to nic nie znaczy.

Zjawa – recenzja filmu (Revenant, 2015)

Jak to, nic nie znaczy! Łatwo byłoby napisać tekst o Zjawie pełen zachwytów, ochów i achów, kolejną laurkę. Niestety, tak nie będzie. Trochę ponarzekam, trochę pobiadolę, a i tak na koniec… no to na koniec.  Film mocno dzieli krytyków, budzi skrajne emocje. Część z nich nie skąpi zachwytów, część wylewa pomyje. Trochę to dziwne, biorąc pod uwagę te wszystkie nominacje i nagrody. Ja stoję chyba gdzieś po środku, czyli dalej będzie pewnie nudno. A może powinienem napisać tak, by chociaż jednej grupie się spodobało? Wtedy moglibyście napisać: „myślę tak samo”, „pełna zgoda” i te inne komentarzowe-wytrychy.

Zjawa, Leonardo Di Caprio

Zjawa, Leonardo Di Caprio

Kluczem do zrozumienia tych wszystkich skrajnych ocen i różnego odbioru filmu jest chyba odczytanie, o czym ten film jest. Tak to już bywa, że w dobie internetu, każdy może wyrazić swoją opinię. W myśl zasady – prawda (racja) jest jak dupa – każdy ma swoją. Podobnie było w przypadku nowego filmu Quentina Tarantino – Nienawistna ósemka. Nudy, przegadany, a z drugiej strony – Tarantino w formie. To o czym Zjawa nam opowiada?

O czym jest Zjawa?

Przedstawiona historia jest luźno oparta na autentycznych wydarzeniach i opowiada o losach legendarnego przewodnika i odkrywcy Hugh Glassa (Leonardo DiCaprio). Mamy rok 1822. Podróżnik znajduje się w grupie ludzi, którzy zapuszczają się na tereny należące do lokalnego plemienia Arikarów, w celu zdobycia cennych skór. Gdy Indianie przeprowadzają atak na ich ekspedycję, Jankesi dokonują odwrotu, po drodze zostawiając część łupów. Podczas wędrówki przez lasy, Glass zostaje zaatakowany przez niedźwiedzia Grizzly. Nasz poturbowany protagonista jest balastem dla całej grupy, więc wraz z trójką kompanów (w tym jego indiański syn Hawk oraz  John Fitzgerald – w tej roli świetny Tom Hardy) zostaje w dziczy. Fitzgerald na oczach Glassa morduje syna i zostawia ledwo żyjącego przewodnika na pewną śmierć, wśród nieprzystępnych terenów Ameryki. Czołgający się traper (złamana noga), poobijany, poraniony na całym ciele, walczy z głodem, minusowymi temperaturami, samotnością. Siła woli i wielka determinacja, by dopaść mordercę syna, pozwala mu pokonać przeciwności losu, przeżyć, a także spróbować zemsty.

Przyroda i zdjęcia bohaterem filmu?

Uwaga! Teraz będę chwalił (powiedzmy). Gdybyśmy mieli potraktować nowy film Inarritu jako epicką opowieść o podróży i przyrodzie Północnej Ameryki, to… nadal nie wylądowałby w dziesiątce moich najlepszych filmów podróżniczych (ten wpis się pisze). Zapomniałem, miałem przecież chwalić. Od samego początku w Zjawie w oczy rzucają się przepiękne zdjęcia Emmanuela Lubezkiego. W przypadku tego operatora to już standard, gdyż Lubezki uchodzi za absolutny top operatorów w branży. Co film, jeśli nie podnosi sobie poprzeczki, to stawia sobie bardzo wysokie wymagania. Jego zdjęcia są najlepszą składową filmu, wciskają w fotel. Sceny akcji, ujęcia przyrody, scena otwierająca film, uciekający Glass na koniu, walka z Grizzly, zmiany planu – palce lizać. Kadry Lubezkiego przez niemal trzy godziny przenoszą nas w ekstremalne, dzikie warunki Ameryki. Piękno i okrucieństwo przyrody operator przedstawia tak, że tylko bić brawo. Everest montażu obrazu i pracy kamery.

Emmanuel Lubezki - zdjęcia

Emmanuel Lubezki – piękne kadry

I jeszcze więcej. Prawie wszystkie sceny były kręcone przy świetle zastanym (wyjątek – scena przy ognisku), czyli praktycznie zero sztucznego oświetlenia. Jeszcze mało? Większość zdjęć Lubezki kręcił szerokim kątem (kto kiedyś robił zdjęcia np. ciemnym 10-22, ten wie). Absolutny majstersztyk zdjęciowy. Jeśli oglądając film czuliśmy lodowatą wodę strumienia, to właśnie dzięki operatorowi. Jeśli dostaliśmy odmrożeń palców, to pretensje powinniśmy słać Lubezkiemu. Duże prawdopodobieństwo, że operator dostanie trzeciego Oscara z rzędu (!!!).

Zjawa delikatnie dotyka też tematu kolonializmu i konsekwencji, jakie za sobą niesie. Naturalne piękno Ameryki kontra brutalna rzeczywistość i konfrontacja z białym człowiekiem. Niestety to tylko tło wydarzeń.

Leonardo Di Caprio i zemsta bohaterem filmu?

Zdjęciowo jest rewelacyjnie. A jak jest z obsadą? Jest bardzo dobrze. Internety oczywiście śmieją się, że to niedźwiedź powinien dostać Oscara. Ale trzeba przyznać, że Leonardo Di Caprio został nieźle przeczołgany przez reżysera. Dosłownie i w przenośni. Świetna kreacja Leo to nie tylko jego poświęcenie do roli (wielogodzinne charakteryzacje), brodzenie w błocie i wyziębienie organizmu, ale głównie oddanie fizycznego i psychicznego bólu oraz cierpienia. Grany przez niego Glass jest tak bardzo przekonujący, że my męczymy się razem z nim (i ponownie nie tylko fizycznie, ale o tym później).

Zjawa, Leonardo Di Caprio

Zjawa, Leonardo Di Caprio

W filmie mamy nie tylko świetnego Di Caprio. Równorzędnym aktorskim przeciwnikiem Leo jest Tom Hardy, grający bezwzględnego cwaniaka, dla którego liczy się tylko pieniądz (i zemsta na Indianach). Rola Fitzgeralda na pewno warta jest pochwały, choć bohater Hardy’ego nie wzbudza żadnej pozytywnej emocji. Jego postać nie może liczyć na nasze wsparcie, wszyscy kibicują Di Caprio, a i tak jest hipnotyzujący. W tle przewijają się Domhnall Gleeson jako kapitan i Will Poulter.

Jest duże prawdopodobieństwo, że to zemsta jest głównym tematem filmu Zjawa. Żadne tam niedźwiedzie, Indianie, przyroda, czy Leo. Po prostu zemsta i studium przypadku ludzkiej natury.

Inarritu na pewno nie bohaterem filmu?

Skoro jest tak dobrze, to dlaczego jest tak źle, chciałby się rzec. Ok. Nie jest źle. Jest solidnie, jest dobrze. Niestety nie jest porywająco. Sama historia, z którą mierzy się reżyser, jest po prostu sporym rozczarowaniem. Przemierzamy pustkowia i dzicz, zachłystujemy się krajobrazami, współczujemy Di Caprio. Walka Glassa o życie nas przekonuje, tylko, że jednocześnie z jego zmęczeniem, sami czujemy się zmęczeni i znużeni oglądaniem filmu. Jeśli taki zamiar miał meksykański reżyser, to na pewno mu się udało. Pomijam nawet pewne nieprawdopodobne sceny i dodanie wątku zemsty za zamordowanie syna (w stosunku do oryginalnej historii).

Zjawa, Leonardo Di Caprio

Zjawa, Leonardo Di Caprio

Inarritu miesza w Zjawie walkę o przetrwanie głównego bohatera, zemstę, wątek Indian podążających za porwaną córką wodza, oniryczne wizje Glassa, siłę dzikiej przyrody oraz okrucieństwo i bezwzględność białego człowieka. Większość wątków jest niestety tylko symbolicznie zarysowana (?? nie jestem przekonany do tej zbitki słownej, ale niech tak zostanie, bo mi się podoba). Mogę docenić poświecenie ekipy filmowej, pracującej kilka miesięcy w ekstremalnych warunkach, mogę zachwycać się perfekcyjnymi zdjęciami Lubezkiego i bardzo dobrą grą aktorską. Wszystko to na nic, gdyż mamy do czynienia z przeciętną historią, a suma tych wszystkich składowych daje tylko dobry efekt końcowy. Już trailer mnie nie porywał i nie rozumiałem podniecenia, które mu towarzyszyło. Nie pomyliłem się.

Film nie broni się jako walka człowieka z naturą, ani nawet jako opowieść o pionierach w konfrontacji z rdzennymi mieszkańcami Ameryki. Ewentualnie może się bronić jako obraz o determinacji człowieka w drodze do vendetty. Mało.

Zjawa na pewno zdobędzie kilka Oscarów. Śmiem twierdzić, że nie zwycięży w kategorii najlepszy film. Przynajmniej ja nie będę jej kibicował. W kategoriach technicznych poprzepycha się pewnie z Mad Maxem. Co do Di Caprio – mógłby w końcu dostać statuetkę. Po pierwsze – w tym roku nie ma za bardzo z kim przegrać. Jedynym konkurentem tak naprawdę jest Eddie Redmayne. Po drugie – już co najmniej kilka razy zasłużył na tego Oscara. Niech już ma. Należy mu się. Oscara za reżyserię nie wróżę Inarritu, ale jak wiemy – niezbadane są wyroki akademii.

Ps. Jak tak sobie patrzę na kategorię najlepszy film, to okazuje się, że mam tam dwie 6/10 (Marsjanin, Most szpiegów), jedną 7/10 (Zjawa), cztery 8/10 (Pokój, Big Short, Spotlight i Mad Max: Na drodze gniewu) oraz nieobejrzany Brooklyn. Brakuje moich kilku 9/10. W tej sytuacji chyba będę kibicował drogą eliminacji Spotlight lub Mad Max: Na drodze gniewu.

Revenant, reż. Alejandro Gonzalez Inarritu (2015)
Ocena: 7/10
Werdykt: Warto