Wykluczenie Legii z Ligi Mistrzów


Piątkowy poranek rozgrzał kibiców piłkarskich w Polsce do czerwoności. Twitter oszalał, w mediach toczyła się dyskusja na temat ewentualnego wykluczenia Legii z Ligi Mistrzów. Już w czwartek padł blady strach na kibiców Legii – gruchnęła wiadomość o nieprawidłowościach formalnych, jakich dopuścił się sztab stołecznego klubu. Wprowadzenie Bartosza Bereszyńskiego w końcówce meczu z Celtic F.C. miało być niezgodne z przepisami UEFA. I tak też orzekła komisja UEFA w piątek przed południem. Na boisku pojawił się piłkarz, który nie był uprawniony do gry. Co więcej, w ogóle nie powinno go być w kadrze na ten mecz.

Żal piłkarzy i kibiców

W tym całym zamieszaniu, dyskusjach (casus Debreczyna – nieadekwatny w tej sytuacji), niekompetencji, niedopatrzeniach i nieprofesjonaliźmie działaczy żal jest najbardziej samych piłkarzy, jak również kibiców Legii. Szkoda także nadarzającej się szansy wywalczenia awansu do Ligi Mistrzów po tylu latach klęsk i zawodów. Nie mówiąc już o punktach do rankingu, 8 milionach euro za potencjalny awans i dodatkowych kilku milionach za dzień meczowy/transmisje TV z topowymi drużynami. Wiadomym jest, że Liga Europejska (jeśli Legia przejdzie Kazachów) to już nie takie finansowe Eldorado jak Champions League. Chociaż w LE będzie zdecydowanie łatwiej ciułać punkty do rankingu – a te przydadzą się na pewno w późniejszych latach, by w końcu Legia była rozstawiana w eliminacjach LM.

Lesnodorski

Na możliwość powalczenia o LM zasłużyli przede wszystkim piłkarze Legii. W końcu zagrali „dwumecz życia” (to nie miejsce i czas na spory, czy Legioniści byli tak mocni, czy Celtic tak słaby) i po prostu szansa gry o LM im się „należała”. Po raz kolejny kibice w naszym kraju przeżywają upokorzenie i rozczarowanie związane z Ligą Mistrzów. Tym razem nie za sprawą gry naszych piłkarzy, bo ci stanęli na wysokości zadania, a za niedopatrzenie i niechlujstwo sztabu Legii. Kibice (nie tylko Legii) są zażenowani całą ta sytuacją. I nie ma tutaj miejsca na komentarze, że „Polska ponownie jest męczennikiem” etc. Sami sobie zgotowaliśmy ten los – przez fuszerkę i amatorszczyznę. Zresztą to nie pierwszy taki przypadek. Przecież przed EURO 2012 w trybie pilnym („za pięć dwunasta”) były załatwiane papiery dla trzech „farbowanych lisów”, by ci mogli legalnie wystąpić w turnieju. SZOK!! Tamta sprawa nie nauczyła nikogo, że przepisów trzeba przestrzegać i wszystko mieć zapięte na ostatni guzik.

Decyzja UEFA

W całej sytuacji niestety niesmak pozostawia także werdykt UEFA. Niby zgodny z literą prawa, ale jednak nieadekwatny do popełnionego czynu. Bereszyńskiego nie powinno być na ławce, nie powinien zagrać w tym meczu, jeśli nie został zgłoszony do meczu z St. Patrick’s. Werdykt UEFA jest „niezgodny z duchem sportu”, o czym piszą już w Hiszpanii, Portugalii, Norwegii czy nawet w Szkocji. Nie wiem czy UEFA potraktowała sprawę zero-jedynkowo, czy na jej decyzję miały wpływ wcześniejsze perypetie z kibicami Legii. Wydaje się, że podjęli decyzję prawidłową, jedyną możliwą. I za takie niedopatrzenie ukaraliby klub o wyższej renomie niż Legia. Przepisy są klarowne, a UEFA boi się tworzyć precendens i nie chce narażać się na wielomilionowe odszkodowania w przypadku odwołania Celticu.

Legia niestety nie może zawalczyć o Ligę Mistrzów przez swój własny błąd. I nie ma co zrzucać winy na UEFA, nie ma co kupować koszulek z napisem „UEFA mafia”. Nie można mieć do UEFA pretensji. Te należy zgłaszać do pionu sportowego Legii. I oczywiście liczyć, że już nigdy więcej takiego babola nie popełnią. UEFA postąpiła zgodnie z regulaminem i nie miała alternatywy. Legia musi się z werdyktem UEFA jak najszybciej pogodzić i zacząć myśleć o Lidze Europy. Skupić się na zdobyciu jak największej ilości punktów. Dla dobra jej samej i innych polskich klubów.

Amatorszczyzna i czarna dziura na mapie

Kara jest kosmicznie niewspółmierna do błędu, ale za niechlujstwo się płaci. Mnie, tak jak i wielu to się również nie podoba. Na piłkarski wynik składa się wiele niuansów, a casus Legii pokazuje, że nie tylko czysto sportowych. Życie to nie Championship Manager 01/02. Celtic już drugi raz w krótkim czasie zostaje „uratowany” przez UEFA przy zielonym stoliku (sprawa sprzed 2 lat z Sionem). Wcześniej nasze kluby odpadały w sportowej walce – były po prostu gorsze od swoich przeciwników (niezależnie od ich siły). Chociaż przypomina się też słynna akcja z Miśkiem i nożem w głowie Dino Baggio (wyrzucenie Wisły), czy Wilno (wyrzucenie Legii). Tym razem warszawska drużyna zdeklasowała Celtic, a i tak odpada przez głupie niedopatrzenie działaczy. Na polską drużynę w LM trzeba będzie poczekać co najmniej rok, jak nie więcej. Niebawem stuknie 20 lat odkąd polski klub biegał po boiskach Champions League – jesteśmy niechlubną czarną dziurą na mapie Europy.

Mapa Ligi Mistrzow

Winna pani kierownik Marta Ostrowska?

Za rejestrację zawodników do rozgrywek na naszym podwórku jak i na boiskach europejskich odpowiada kierownik drużyny Marta Ostrowska. To jej obowiązkiem jest znajomość przepisów, a jej zaniedbanie bezpośrednio przekłada się na ten cały bałagan. I właśnie najwięcej hejtów padło pod adresem pani kierownik, bo niezgłoszenie Bereszyńskiego na mecz z St. Patrick’s obciąża konto pani Ostrowskiej. Oczywiście jej płeć i kolor włosów nie ma tutaj najmniejszego znaczenia. Po prostu przy tej sytuacji wyszła jej nieznajomość przepisów i klub musi za to odpokutować, a pewnie razem z nim pani Ostrowska. Nie dopilnowała swoich zadań i naraziła Legię na spore straty. Kompromitacja, samogwałt – to jedne z wielu epitetów określających to co się stało. Leśnodorski musi wyciągnąć wnioski z zaistniałej sytuacji. Poszukiwanie kozła ofiarnego wydaje się naturalną reakcją, ale może wypadałoby przemyśleć wszystkie ruchy zanim dokona się zwolnienia Ostrowskiej? Drugi raz przecież takiego błędu w życiu nie popełni… Zobaczymy jak się sprawy potoczą.

Berg

A teraz trochę o samej pani kierownik Marcie Ostrowskiej. Dziś ponownie pojawiły się linki odsyłające do wywiadów z panią Martą. Kawałek wywiadu pierwszego zaczerpnięty stąd:

-Co pani robiła wcześniej?
-W grupie ITI byłam asystentką prezesa. Byłam szefem biura, szefem administracji.
-Nie miała pani żadnego związku z piłką?
-Absolutnie żadnego.
-Przychodzi prezes, bierze osobę, która jest…
-…zielona.
-Dlaczego?
-Dlatego, że na tym stanowisku liczą się umiejętności managerskie, a nie znanie się na piłce. Po kilku miesiącach na stanowisku mogę powiedzieć, że o świecie piłki nie wiedziałam zupełnie nic. Biorąc to stanowisko dużo ryzykowałam. Ryzykował też zarząd Legii. W końcu mogłam stać się pośmiewiskiem.
-Jeśli na pani stanowisku liczą się umiejętności, to dlaczego nigdzie w Europie, poza panią, nie ma kobiety kierownika pierwszej drużyny piłkarskiej?
-Są stereotypy, że baba się nie zna na piłce, baba ma nie wchodzić do szatni, że kobieta w szatni, w autokarze zawodników, to pech.

I jeszcze fragmenty wywiadu wzięte stąd:

Czuje pani, że inni pani zazdroszczą?

– Wiem, że dużo ludzi trzyma kciuki, żeby mi się nie udało. Staram się być ponad to. Nie jestem tutaj po to, żeby ktoś mnie na siłę lubił czy żebym komuś się podobała.  Dla mnie najważniejsze jest dobre wykonywanie swojej pracy. Chcę, aby piłkarzom i trenerom pracowało się w Legii łatwiej. Mają myśleć o sporcie i wynikach. Reszta to moja działka.

Co należy do zakresu pani obowiązków?

– Nie dostałam od nikogo listy, ale wiem, co mam robić. Organizuję sparingi, wyjazdy, noclegi i pilnuję przedmeczowych protokołów. Liczenie kartek czy wpisywanie w okienko numerów zawodników to przecież nic trudnego. Robiąc na Legii przetargi, liczyłam w życiu dużo poważniejsze rzeczy.

Nie krępuje się pani, wchodząc do szatni?

– Nie jestem od wchodzenia do szatni. Moim zadaniem jest tak zorganizować życie chłopaków, żebym nie musiała do niej zaglądać. Od tego są trenerzy. Poza tym to nie jest tak, że jestem pierwszą babą, która ma do niej wejść. Przecież tam często przebywają inne dziewczyny. Przynoszą piłkarzom posiłki czy napoje. Dla nich to jest normalne, więc jeśli zajdzie taka potrzeba, to ja też wejdę do szatni. Uważam, że kierownik drużyny to nie jest stanowisko tylko dla mężczyzn. Kierownikiem powinna być osoba, która przede wszystkim podoła organizacyjnie. Jeden z zawodników powiedział mi nawet, że są dumni z tego, że jestem z nimi. Czują się z tego powodu wyjątkowi, a inne drużyny mogą nam jedynie zazdrościć. Nie chciałabym, żeby mnie jakoś szczególnie z tego powodu traktowali, ale nie da się ukryć – czuję się kobietą i ten szacunek ze strony zawodników i trenerów jest widoczny. Już wiem, że sztab szkoleniowy będzie stał za mną murem w trudnych momentach.

Poza mistrzostwem Polski przyświeca pani jakiś cel indywidualny?

– Życzę trenerowi Urbanowi, aby na Łazienkowskiej pracował jak najdłużej, bo dobrze się dogadujemy. Ale nawet jeśli musiałabym kiedyś pracować z kimś innym, to po prostu chciałabym być takim uniwersalnym „kiero”, który robi swoje i pasuje do tej funkcji. Wierzę, że mi się uda.

A jeśli nie, to co?

– To po prostu się zawinę i pójdę. Jak mawia prezes – karawana jedzie dalej. Zawsze mogę wrócić za biurko. Jestem jednak świadoma, że zanim dostałam tę propozycję, to moje kompetencje zostały dokładnie sprawdzone i ocenione. Legia to jest zbyt poważny klub, żeby powierzając mi tę funkcję, wystawiał siebie i mnie do wiatru. Mamy wspólny cel. Wierzę, że już niedługo razem będziemy świętować mistrzostwo Polski.

Na koniec odrobina seksizmu i proroctwa jednego z komentatorów z sieci sprzed ponad 1,5 roku.

Prorok