Mistrzostwa Świata 2014 @ Brazylia, dzień 23


Holandia 0:0 Argentyna (karne 2:4)

Cała Brazylia nie tylko została upokorzona przez Niemcy, ale jakby tego było mało ich największy piłkarski wróg awansował do finału Mistrzostw Świata i to na ich terenie. Argentyna po karnych melduje się na Maracanie, świątyni futbolu, a Holendrów czeka walka z rozbitą drużyną Canarinhos.

Dogrywka i karne

Zacznijmy tym razem od końca. Van Gaal wykorzystał trzy zmiany przed rzutami karnymi i Tim Krul nie miał szansy ponownie zostać bohaterem Holendrów, mimo że rozgrzewał się całą drugą połowę przy linii bocznej. Karne musiał bronić Cillessen, który nigdy w swej karierze nie wyciągnął żadnej jedenastki i swego dorobku nie poprawił także w tym meczu.

Jasper Cillessen

Natomiast w drużynie Argentyny między słupkami zaszalał tym razem Romero i to on został gwiazdą wieczoru. Obronił strzały Vlaara i Sneijdera, dzięki czemu kibice Albicelestes po strzale Maxi Rodrigueza ryknęli ze szczęścia. Popłynęły łzy radości na trybunach, a piłkarzom spadł kamień z serca, gdyż w końcu dali swemu narodowi pierwszy finał od 24 lat.

Romero

90 minut piłkarskich szachów

W pierwszym półfinale emocji starczyło na niespełna 30 minut. Mecz już praktycznie skończył się po 3 bramce dla Niemców. Natomiast w spotkaniu Argentyny z Holandią piłkarze zacięcie walczyli o przetrwanie przez całe 90 minut. Nie był to mecz z fajerwerkami, raczej były to piłkarskie szachy na najwyższym poziomie. Taktyka, taktyka, taktyka. A akcji bramkowych jak na lekarstwo.

Szachy

Oglądaliśmy praktycznie bezbłędny mecz w obronie. Obie drużyny nie chciały tego meczu wygrać, ważniejsze było by go nie przegrać. Wyciągnęły wnioski z pierwszego półfinału i tu nie było miejsca na tiki-takę, szybkie kontry czy piękne akcje. Trenerzy zamknęli mecz i ewidentnie czekali do dogrywki. Obaj trenerzy nie chcieli podjąć zbędnego ryzyka. Argentyna nie pozwalała grać Holandii ulubionych kontr, Pomarańczowi skutecznie wybijali z rytmu Albicelestes. Piłkarze obu drużyn sporadycznie oddawali strzały w kierunku bramki. Dogodną sytuację miał Higuain po zagraniu z prawego skrzydła, ale przestrzelił. Najważniejszym celem było postawić zasieki przed własną bramką, zabezpieczyć wszystkie sektory i neutralizować przeciwnika każdymi możliwymi sposobami. Robben i Messi – największe gwiazdy obu drużyn – byli podwajani i kompletnie wyłączeni z gry.

de Jong and Vlaar

O piłkarskich szachach może świadczyć statystyka celnych strzałów – Holendrzy przez regulaminowe 90 minut nie oddali żadnego. W dogrywce miał swoją sytuację Robben, ale trafił w Romero. W doliczonym czasie gry Argentyna stworzyła dwie dogodne okazje, po których mógł paść gol. Raz Palacio wychodził sam na sam z Cillessenem i podał mu piłkę głową, innym razem Rodriguez nie trafił czysto w futbolówkę.

Perfekcjoniści w destrukcji

Pochwały należą się na pewno niżej wymienionym:
De Vrij czyścił wszystko, zaskakiwała uniwersalność Kuyt’a, de Jong dopóki grał odcinał Messiego od podań, spełniał rolę dobrze przyklejonego plastra. Vlaar był bezbłędny we ślizgach i pojedynkach główkowych (6 przechwytów, 11 wybić, bardzo duży procent celnych podań). Gdyby tylko ten niestrzelony karny… Mascherano – profesor – prawdziwy lider środka pola i obrony, perfekcyjnie sterował grą Argentyny, wykonywał skuteczne wślizgi, uprzykrzał życie Robbenowi jak tylko mógł, bezbłędny w destrukcji.

Mascherano

Zmierzch klasycznych dziewiątek (na tym turnieju) i powrót goalkeeperów

Oczywiście powyższe stwierdzenie to przesada i grube nadużycie, ale patrząc na grę van Persiego i Higuaina w tym meczu (jak i w całym turnieju) widać pewną prawidłowość. Klasyczne SC nie odgrywają w tym turnieju większej roli – możliwe, że po prostu nie trafili z formą, albo też wymagania taktyczne wpływają na skuteczność i zachowanie 9tek. Cały turniej śmiano się z Freda, ale trzeba powiedzieć sobie szczerze, że taki van Persie i Higuain mieli raptem jeden udany mecz w całym turnieju (odpowiednio z Hiszpanią i Francją). Ostatnia drużyna z wielkiej czwórki – Niemcy – niby mają Klose, tylko, że on nie zaczynał turnieju w podstawowym składzie. A Muller to fałszywa 9tka.

Romero

Zamiast napastników furorę na tym mundialu robią bramkarze. Już we wcześniejszych postach pisałem o bohaterach – goalkeeperach (Navas, Ochoa, Neuer, M’Bolhi, Howard, Krul). Do tego grona można teraz z pewnością dopisać Romero, który obronił dwie jedenastki.

Messi

Leo przetruchtał całe 120 minut, dokonując zrywów raptem kilka razy. Strzelił groźnie z wolnego, słabo dośrodkowywał. Ale i tak miał 10 przechwytów w obronie. A po jego dwóch celnych podaniach do kolegów w dogrywce Argentyna mogła prowadzić. W najbliższą niedzielę na słynnej Maracanie Messi spróbuje zrównać się z Maradoną i wejść do wielkiej trójki największych piłkarzy. Cztery lata temu mu się nie udało poprowadzić Argentyny do mistrzostwa. Oby teraz mu się poszczęściło.

Messi

Co dalej Argentyno, co dalej Holandio?

Argentyna w fazie pucharowej turnieju nie straciła jeszcze gola. Aż chciałoby się przypomnieć ostatnich mistrzów – Hiszpanów, którzy także po wyjściu z grupy brnęli do finału z czystym kontem. Argentyna nie błyszczy i na tle argumentów zaprezentowanych przez niemiecką drużynę wypada blado. Ponadto Niemcy odpoczywają dzień dłużej i w półfinale nie mieli godnego przeciwnika, a Argentyna zaliczyła dodatkowe 30 minut dogrywki. Finał ze wskazaniem na sąsiadów, lecz oczywiście będę kibicował Messiemu.

Argentyna

Holandia po wyjściu z grupy i męczarniach z Meksykiem, nie potrafiła wbić gola przez 240 minut (dwie dogrywki z Kostaryką i Argentyną). Niemoc w ataku w połączeniu z grą niemalże szóstką obrońców (+de Jong) nie wróży nic dobrego w meczu o 3 miejsce. Chociaż akurat te spotkania rządzą się innymi prawami. Van Gaal już zdążył się wypowiedzieć, że finały pocieszenia są niepotrzebne. A Brazylia na pewno będzie chciała zmazać plamę i zrehabilitować się w oczach kibiców, więc Holendrzy mogą wyjechać bez medalu.