Mistrzostwa Świata 2014 @ Brazylia, dzień 17


Holandia 2:1 Meksyk

Kibice reprezentacji Holandii nie spodziewali się takiego horroru jaki zafundowali im w niemiłosiernym upale podopieczni van Gaala. Wytrzymali kondycyjnie, zabiegali Meksyk i strzelili w końcówce 2 gole, nie doprowadzając nawet do dogrywki.

Giovani dos Santos

60 minut Meksyku

W tym meczu zmierzyły się: jedna z najlepszych obron na tych mistrzostwach (Meksyk) z najbardziej kąśliwym atakiem na mundialu (Holandia). Przez większą część tego pojedynku to Meksyk był drużyną lepszą, a przynajmniej robił lepsze wrażenie. Ruchliwi Meksykanie zepchnęli pomarańczowych do obrony. Błyszczeli Peralta, Herrera i dos Santos. Holendrzy próbowali wyprowadzać szybkie kontry, głównie za sprawą Robbena, Sneijder nie istniał. Po zmianie stron bardzo szybko padła bramka dla Meksyku – Giovani Dos Santos przymierzył z woleja.

Holenderska ofensywa

Van Gaal zmodyfikował taktykę, wprowadził Depaya i Huntelaara. Nakazał Robbenowi biegać przy linii, a nie dryblować w środku. Zaczął się okres śmiałych ataków Holendrów, które kończyły się niesamowitymi interwencjami Ochoi. Wydawało się, że goalkeeper, który zatrzymał gospodarzy turnieju zostanie bohaterem również tego meczu. Bronił jak natchniony, popisywał się swym refleksem doprowadzając fanów pomarańczowych do szału (obronił twarzą, sparował na słupek etc.).

Ochoa

Meksykanie w końcu zapłacili cenę za swoje bieganie w tym potwornym upale (zarządzono 2 przerwy na uzupełnienie płynów). Od 60 min zaczęli może nie słaniać się na nogach, ale ewidentnie odstawać od Holendrów. Ataki pomarańczowych przyniosły upragnioną bramkę. Była 88 minuta meczu. Po rzucie rożnym piłka znalazła się przy kompletnie niewidocznym do tej pory Sneijderze, który z bliskiej odległości pokonał Ochoe.

Robben

Nikt nie chciał dogrywki

Gdy sędzia techniczny podniósł tablicę z doliczonym czasem gry i zobaczyłem cyfrę 6, przeszła mi przez głowę myśl, że Meksykanie chętnie by wpuścili 2 gola, by już nie trzeba było biegać i cierpieć kolejnych 30 minut. Holendrom również zależało by mecz skończył się szybko. W 94 minucie meczu sędzia odgwizdał karnego na Robbenie (wcześniej jego gwizdek milczał, a co najmniej raz w polu karnym Robben był faulowany). Klaas-Jan Huntelaar pokonał pewnie bramkarza Meksyku i oszczędził wszystkim dogrywki. Nie wiem jak w takich warunkach Herrera przebiegł 12 km, zaliczając 40 sprintów.

Huntelaar

Upał zabił Meksyk

Holendrzy wygrali ten mecz kondycją, determinacją i posiadali w składzie Robbena. Ekspresyjności Miguela Herrery już na tych mistrzostwach nie zobaczymy, ale Meksyk pozostanie w pamięci kibiców tak samo jak drużyna Chile. Holandia gra dalej i już tylko Kostaryka dzieli ich od medalu MŚ.

Grecja 1:1 Kostaryka (karne 3:5)

Powiedzmy szczerze – nie spodziewaliśmy się, że te dwie drużyny będą grały w pucharowej fazie turnieju. Piłkarze z Ameryki Środkowej natchnieni zwycięstwami nad Urugwajem i Włochami oraz Grecy niesieni wygraną z WKS, zaaplikowali nam 120 minut średniego (ale nie najgorszego) widowiska, zakończonego serią rzutów karnych.

Kibice

Bezbarwna pierwsza połowa

Zachowawcza gra jednych i drugich sprawiła, że mecz ten bardzo się dłużył. Grecy jak to Grecy, głęboko cofnięci w swoje pole karne i niezbyt aktywni Kostarykańczycy, nie porywali trybun.  Bo tacy Grecy porywać tłumów nie potrafią. Grają piłkę wyrachowaną, usypiającą przeciwnika.  Nie mają błyskotliwych piłkarzy, raczej 10 wyrobników idealnie wypełniających założenia taktyczne trenera. Ale najważniejsze, że Grecy są skuteczni. I to skuteczni od kilkunastu lat (w czołówce światowej, obecni na turniejach MŚ i ME). Założę się, że Polscy kibice oddaliby wiele, by mieć tak grającą reprezentację.

Ruiz

Gol i czerwona kartka

Druga połowa przyniosła bardziej otwartą grę obu zespołów. Śmielsze ataki Campbella i spółki zakończyły się precyzyjnym, lekkim strzałem Bryana Ruiza. Piłka leciała wolno, a Grecy stali jak wryci. Po tym magicznym kopnięciu Ruiza, Kostaryka była w piłkarskim niebie. Ale nie na długo. W 66 minucie Duarte dostał 2 żółtą kartkę, w konsekwencji czerwoną. Dmuchnął wiatr w grecki żagiel i nadzieja na historyczny awans do ćwierćfinału odżyła.

Sokratis Papastathopoulos

Pojawili się na boisku Gekas i Mitroglou. Hellada dostarczała piłki w pole karne Navasa, ale ten strzały Greków bronił. Jednak takie granie na aferę  przyniosło rezultaty w 91 minucie. Socratis Papastathopoulos w zamieszaniu strzelił bramkę dającą upragnioną dogrywkę (po strzale Mitroglu Navas wypluł piłkę przed siebie). W 93 minucie piłkę meczową miał jeszcze Mitroglu, ale  Navas ponownie uratował swoją drużynę wybijając piłkę lecącą w światło bramki.

Dogrywka i karne

W doliczonym czasie gry przewagę mieli Grecy, lecz nie udokumentowali jej bramką. A potrafili wyjść nawet z kontrą pięciu na dwóch. Kostaryka resztkami sił się broniła. W końcówce spotkania Campbell już nie biegał, a chodził. Patrzenie na piłkarzy z Ameryki Środkowej sprawiało ból. A przecież jeszcze za chwilę mieli strzelać karne??!!
Ale strzelali je perfekcyjnie. Pierwsze trzy serie strzelili wszyscy. W czwartej bohaterem został Navas ( mocny konkurent Ochoi na pozycji bramkarza turnieju) broniąc strzał Gekasa i praktycznie dał swojej drużynie ćwierćfinał. Umana dla formalności strzelił na 5-3.

Navas

Historyczny ćwierćfinał

Przetrwali w niekompletnym składzie do karnych. Śnią dalej. Zostawili już za sobą trzech Mistrzów świata, teraz odstrzelili Mistrza Europy z 2004 roku. Może uda im się zatrzymać także Robbena i spółkę….

Kostaryka