Mistrzostwa Świata 2014 @ Brazylia, dzień 16


Brazylia 1:1 Chile (karne 3:2)

Pierwszy mecz fazy pucharowej Mistrzostw Świata i od razu taka bomba! Pierwsza dogrywka, pierwsze karne. Pot i łzy. Litry potu.

Wspaniałe Chile

Zaczęło się od ataków gospodarzy. W 18 minucie piłka zatrzepotała w chilijskiej siatce po strzale samobójczym Jary. Ale Chilijczykom udało się w 32 minucie wyrównać. Dzięki pressingowi przejęli piłkę po rzucie z autu Brazylijczyków i Alexis Sanchez mógł cieszyć się z zdobytego gola. Scolari przed meczem chwalił przeciwników, a przed mundialem mówił głośno, że nie chciałby trafić na Chile. Jego obawy się potwierdziły, bo Chile postawiło Brazylii niewyobrażalnie ciężkie warunki.

Alexis Sanchez

90 minut walki

Brazylia by ominąć ruchliwych w środku boiska podopiecznych Sampaoli, grała długimi podaniami do Freda i Neymara. Mecz prowadzony był w niesamowicie szybkim tempie. Neymar w pierwszej połowie wypruwał flaki. W drugiej zgasł, a obowiązki lidera przejął Hulk, który na tle swych przeciętnych tego dnia kolegów, rozgrywał bardzo dobre zawody. Obaj bramkarze Julio Cesar i Claudio Bravo mieli sporo pracy, jednak Fred, Hulk, Alexis, a później też i Jo nie potrafili pokonać dobrze dysponowanych tego dnia goalkeeperów.

Brazylia-Chile

Piłkarze Chile zostawili całe zdrowie w tym meczu (nieustanny pressing, wybieganie, waleczność – przebiegli kilkanaście km więcej od Canarinhos). Przykładem tego jest Gary Medel, który przez cały mecz dwoił się i troił. Grający w obronie piłkarz opuścił plac gry w 108 minucie, a przecież grymas bólu zagościł na jego twarzy już w trakcie 2 połowy. Na sam koniec tych pięknych 90 minut futbolowej walki, cała Brazylia wróciła z dalekiej podróży, bowiem w poprzeczkę uderzył Pinilla. Niejednemu Brazylijczykowi serce skoczyło do gardła. A przecież największe emocje miały dopiero nadejść (podobno jakiś mężczyzna zszedł na zawał w czasie serii rzutów karnych).

Chile

Dogrywka i karne

Rollercoaster uczuć brazylijskich kibiców. Nie dość, że piłkarze zaserwowali im 90 min horroru, to jeszcze przedłużyli tortury o dogrywkę i karne. A sam przebieg rzutów karnych pomógł też niejednej fryzurze zmienić kolor włosów na siwy. Modliła się cała Brazylia, łącznie z piłkarzami na murawie. To był wzruszający obrazek.
Luiz strzelił, Pinilla spudłował, Willian spudłował, Sanchez spudłował. W 3 kolejce i Marcelo i Aranguiz strzelili. W czwartej nie strzelił Hulk, a Diaz wyrównał stan rywalizacji na 2-2. W piątej serii presję wytrzymał Neymar. W przeciwieństwie do Jary. Kończy się na 3-2 i cała Brazylia odetchnęła z ulgą, a nazwisko Cezara tego wieczora skandowano pewnie do samego rana.

Brazylia

Howard Webb

A i tak największym bohaterem tego meczu został Howard Webb – bezbłędnie sędziujący zawody. Nie uznał gola Hulka (słusznie), w wielu przypadkach wytrzymał psychicznie, nie ulegał presji brazylijskich kibiców i piłkarzy. Za te 120 minut powinien dostać najwyższą możliwą notę, a może nawet możliwość posędziowania finału…

Co dalej Brazylio?

Tak grająca Brazylia może już sobie nie poradzić z rewelacyjną Kolumbią. Scolari ma problem, bo nie dość, że jego piłkarze mają w nogach 120 min ciężkiego starcia, to jeszcze widać, że gra im się nie klei. Cały świat mówi o drewnianym Fredzie i pokracznym Jo. Nie pamiętam czasów by Brazylia miała tak słabych piłkarzy na pozycji napastnika. Ale nie tylko w ataku Scolari ma ból głowy. Kolejny słaby mecz zagrał Oscar, środek pola nie wie co to kreatywność, słabo grają też boki obrony. A Kolumbia jest wypoczęta i zbudowana 4 wygranymi z rzędu. W dodatku z piłkarzami w formie Jamesa Rodrigueza i Cuadrado.

Scolari

Kolumbia 2:0 Urugwaj

Jeszcze nie opadły emocje po pierwszym meczu, a już na boisko wybiegali piłkarze Kolumbii i Urugwaju. Mecz toczył się zgodnie z moimi przewidywaniami, wygrała lepiej dysponowana w tym turnieju Kolumbia.

Osłabiony brakiem swojej gwiazdy Urugwaj nie miał nic do zaoferowania w tym meczu. Poza kilkoma groźnymi akcjami w końcówce spotkania, kiedy to Kolumbia już odpuściła. Cavani z Forlanem nie zastąpili godnie Suareza.

Urugwaj

Młody bohater – James Rodriguez

Jest na ustach wszystkich, robi furorę na tych mistrzostwach. Asystuje, strzela  w każdym meczu (powtórzył wyczyn Ronaldo i Rivaldo z 2002 roku). Jego 2 trafienia z Urugwajem zagwarantowały Kolumbii historyczny awans do ćwierćfinału. A trzeba dodać, że był zamieszany w 9 z 11 goli Kolumbii na tym turnieju. Na tę chwilę jest samodzielnym liderem klasyfikacji króla strzelców (5 goli).

Najpiękniejszy gol turnieju

By tego było mało jego pierwszy gol przebił szczupaka van Persiego, bombę z woleja Cahilla i natychmiast został okrzyknięty najładniejszym golem turnieju. Przyjęcie piłki na klatkę, strzał z lewej nogi wolejem, łukiem lecąca piłka odbijająca się od poprzeczki – majstersztyk. Druga bramka nie była już indywidualnym popisem młodziaka, ani też przebłyskiem geniuszu. Padła po pięknej akcji zespołowej i asyście Cuadrado (4 asysta w turnieju). Kolumbijczycy zapomnieli o Falcao, mają nowego bożka – Rodrigueza.

Rodriguez

Kolumbia Pekermana

Przed drużyną Pekermana teraz zadanie najwyższej próby. Trener, który na mundialu nigdy nie przegrał meczu, musi zmierzyć się z gospodarzami turnieju. Ale jego drużyna ma wiele atutów, prezentuje ofensywny, atrakcyjny dla oka, piękny styl, ma fantastycznych piłkarzy no i przede wszystkim ta zgrana grupa piłkarzy znajduje się na fali wznoszącej.

Cuadrado
Kolumbijczycy grają sambę na boisku. Ich kombinacyjna i skuteczna gra wzbudza zazdrość wśród brazylijskich kibiców. A od soboty również strach. Bo to właśnie rozpędzona Kolumbia zmierzy się z poobijaną i wymęczoną ekipą Canarinhos. I dla wielu może uchodzić za faworyta ćwierćfinału.

Taniec Kolumbii