Same old, same old. W życiu bez zmian


Same old, same old. W życiu bez zmian. W Polsce bez zmian. Kolejny szary dzień. Drogi pamiętniczku. Na portalu plotkarskim jedna pani o nazwisku i twarzy nieznanej świeci dekoltem. Chodnik gdzieniegdzie umorusany krwią i bełtem.

Kolejny dzień, w którym tak zwana opinia publiczna grzeje się teczkami TW Bolka (tyle powstają posty ;-) ). Już w tej sprawie zdążyli wypowiedzieć się wszyscy. Ten jest solidarny z Lechem, tamten burzy pomnik elektryka wielką kulą do burzenia budynków. Pan Kiszczak rechocze six feet under. Pani Kiszczakowa bawi się w szafiarkę. Nasz słynny TW siedzi w Miami, wypisuje różne głupoty na swoim mikroblogasku, odnosi się na żywca dziennikarzom z TVN i Polsatu, robiąc sobie tylko kuku. Hieny, a może kruki i wrony już krążą nad „majamiamską” zatoką. Sprawa jest jak zwykle z cyklu WIELO: znaczna, wątkowa, wymiarowa. Ale ludki wydają sądy, grzmią czarno-białymi prawdami, bronią/atakują Lecha piersią i wąsem. Polska wojenka trwa. Okopy jak z Odry do Kołymy. Polska A i B. Polska PiS i Polska niePiS. Kto nas wyciągnie z tych rowów? Kto podstawi drabinę? Kto będzie nowym Lechem naszych czasów?

Sam Lechu, prosty „chłopek roztropek” (cytat z telewizji), stary człowiek, z każdą wypowiedzią nie pomaga ani sobie ani swojej legendzie. Nigdy nie był błyskotliwym-mówcą-inteligentem, podobno jest niesterowalny i sam sobie sterem-żaglem-motorówką-oceanem, ale mógłby korzystać z jakiegoś doradcy, dobrej duszy. Karmimy się szopką, zjadamy kolejne stronice donosów. Zapominamy o pińcet+, budżecie, braku śniegu w górach, przeglądzie samochodu, rachunku za prąd, a nawet o Kajetanie bibliotekarzu.

W międzyczasie Facebook wprowadził nowe ikony lajków. Teraz już można wyrażać smutek, złość i zaskoczenie superprzemyślanymi albo i głupimi statusami znajomych. Co do statusów, to modny stał się storytelling „gwiazdeczek” internetów. Statusy roznoszą się jak Nil w porze wylewu. Już po feedzie wędruje nie jedno-dwa-trzy nazwiska z abstrakcjami i historiami z życia, o życiu, po życiu, opiniami na nieistotne i półistotne sprawy, a kilkanaście/dzisiąt. Kolejny klik.

Kolejny dzień. Kolejny tydzień. Kolejne gadające głowy. Głowy, do których potrafimy dopasować słowa, które zaraz padną. Kolejne polityczne memy. Kolejne nieśmieszne memy po Lidze Mistrzów (litości!!!!). Kolejne przekonywujące wyniki w tychże rozgrywkach, w pierwszych meczach, po których faworyci zameldują się w ćwierćfinale. Kolejny rok, w którym Liga Mistrzów zaczyna się na początku kwietnia (prawda znana od lat).

Kolejny program na licencji. Ostatnio nie tylko wciągam Jimmy’ego Fallona, ale powróciłem do Saturday Night Live. U Fallona po staremu, za to SNL odkrywam na nowo i jaram się jak dziecko lizakiem i ciuchcią. Są niesamowici. Tu powinno być teraz narzekanie, że u nas tego nie ma i nie będzie, ale ile można… Ale! Mignął mi gdzieś roast Wojewódzkiego – nie dziwne, by mi nie mignął, jak trąbili o tym w syberyjskiej tundrze. Ale nie o roaście – tam mignął mi Kędzior, który pomieszkuje chyba w mojej lodówce. No dam się zabić, że mieszka! A jak już tak mignął, to mignął też w reklamie Lip Sync Battle Ustawka. Że niby go prowadzi! Taki nowy program na licencji USA (widziałem kilka odcinków amerykańskich celebrytów). Za słaby na tefauen, to wrzucili go do playera. Nabrałem się na te reklamy i skojarzenia mózgu – włączyłem stronę plejera, wpisałem nazwę szoł. Pojawiło się kilka odcinków z różnymi nadwiślańskimi gwiazdami ścianek, estrady i internetów. Wziąłem głęboki wdech i wybrałem dwa. Kliknąłem w Koterskiego i tę tancerkę/aktorkę… Herbuś/Urbańską (jedną z nich, zawsze mi się mylą).  Drugi odcinek to jeszcze większy kaliber: Mafaszyn i Wardęga. Wszystko oczywiście prowadzi celebryta Piotrek. Oj Piotrek!! O programie i rodzimych konstelacjach na nieboskłonie nie będę się wypowiadał. Pusta refleksja jest jedna i taka – zrobię wszystko, by moje dziecko wkręcić w szołbiznez. Żyć, nie umierać ;-)

Kolejne spotkanie urodzinowe. Kolejne piwo. Kolejne o życiu rozmowy. Kolejne o tinderach śmieszne rozmowy. Kolejne weekendowe pląsy. A nawet kolejny kac. Kolejny tykający tydzień, zbliżający nas emerytury. Same old, same old. Ten rzucił palenie, tamten siedzi na el cztery. Inny z wycieczki na narty rezygnuje w ostatniej chwili – zdrowie, ten tylko cię ceni, co cię stracił. Człowiek – najsłabsze ogniwo wszystkich planów. Ale to nieważne. Podobno najistotniejsze, by się domowy budżet dopinał trzydziestego.

Manifa

Manifa

Kolejny szary dzień marca. Już o TW nikt nie pamięta. Kolejny epizod z Trybunałem Konstytucyjnym. Kolejna wizytacja europejskich polityków. Kolejne pomysły i puste słowa naszych polityków. Przepychanka trwa nadal. Kolejny wypadek z udziałem Prezydenta RP. Same, same, but different. Kolejny marsz, kolejny bełkot lecący z telewizora. Protesty i manifestacje w Warszawie to już coweekendowa tradycja.  Hipster lewica, LGBT, zwykła lewica, ale także zwykły Kowalski broni praw kobiety, praw jednostki. Ludzie śmieją się, że zamiast chodzić z wózkiem na spacery po parku, chodzą z dzieckiem pod Sejm. Nowa świecka tradycja? Kolejny raz wychodzi słońce. Krokusy ponownie kwitną w Dolinie Chochołowskiej. Wieszaki zostają powieszone (na drzewie). (Więcej zdjęć z manifestacji pod tym linkiem).

Kolejna wizyta u fryzjera. Ta sama fryzura o nazwie pt. „Skrócić”. „A mogłeś tym razem zrobić sobie modną hipster fryzurę, podgolić boki i zostawić górę”. I jeszcze zapuścić mega brodziszcze, by być pięknym, supercool. A mogłem! Kolejna próba z akcją plaża_2016.jpg.

Kolejne negocjacje z dostawcą internetu i tv. I jak to zwykle bywa, to co zostało ustalone z działem utrzymania klienta, okazuje się nieprawdą i trzeba walczyć o swoje w kolejnych durnych rozmowach (edit: wywalczone). Kolejne Święta Wielkanocne. Obżarstwo i leżenie plackiem w rodzinnym domu. Kolejne filmy górskie na wysokim poziomie i tona filmów średniej wartości. Kolejny tydzień bez wygrania w totka milionów na działkę na Mazurach i dom w górach.

Pierwszy naprawdę ciepły tydzień tego roku i zarazem kolejny zwykły tydzień tego roku. Tylko, że już z krótkim rękawkiem na balkonie. Kolejny Batman versus kolejny Superman. Kolejne Gran Derbi, kolejna potyczka Barcelony z Atletico. Kolejna wizyta w piwniczce Lidla. Kolejny post bez puenty.

Nic nowego, nic istotnego, wszystko bez zmian.