#szybkikadr 04 – Focus, Haker, Wada ukryta


Szybki kadr (#szybkikadr) z założenia ma krótko opisywać i oceniać filmy (seriale), które oglądam. Nie zawsze dobre, nie zawsze genialne, często miernoty, czasami niemiłosierne gnioty, najczęściej średniaki. Filmy, o których nie ma sensu pisać elaboratu i poświęcać całej notki.

Szybki kadr odcinek czwarty. Nie jest dobrze, oj nie jest dobrze. Filmy lichutkie, nic się nie dzieje. Gdyby w filmach była taka akcja jak w blogosferze… filmy zbierałyby same wysokie noty. Tymczasem najpierw shitstorm wywołał Jakóbiak, a niedługo po nim kontrowersyjny post umieściła blogerka hania.es. Cytując klasyka „śmiechom nie było końca”, tudzież przysłowiowy ubaw po pachy. A w filmach nuda.

Wada ukryta (Inherent Vice, 2014)

Tworząc wpis o najlepszych filmach 2014 roku natknąłem się wśród różnych podsumowań na ten tytuł. Oczywiście nie po to przeglądam takie notki, by ściągać i sugerować się listami innych – nie chcę po prostu pominąć w rozważaniach żadnego filmu. I tak Inherent Vice często lądował w zagranicznych zestawieniach top 10. Gdy dowiedziałem się o fabule filmu, stwierdziłem, że to może być dobry kandydat do dziesiątki najlepszych filmów roku. Niestety. Moja lista (niebawem umieszczę) jest subiektywna, moja, mojsza, najmojsza. Wady ukrytej na niej nie będzie.

Akcja filmu rozgrywa się w Południowej Kalifronii na przełomie lat 60 i 70. Prywatny detektyw Doc Sportello wysłuchuje od byłej żony historyjki o uknutym spisku przeciwko jej obecnemu kochankowi-milionerowi. Była żona znika, a Doc rozpoczyna śledztwo w oparach różnych substancji.

Inherent Vice

Wada ukryta to adaptacja powieści Thomasa Pynchona. Ameryka pogrążona jest w ciężkim chaosie i chaotyczna fabuła bije również z filmu. Z jednej strony byłem ciekawy prowadzonego śledztwa przez zarośniętego i upalonego Phoenixa, z drugiej nudziłem się niemiłosiernie. Ostatnio często oglądam film na raty (strasznie usypiają). W tym przypadku wyrobiłem się w ciągu 4 dni. Rekord na razie należy do Exodus: Bogowie i królowie.

Nowy, paranoiczny film noir Paula Thomasa Andersona pomimo świetnego oddania klimatu hippisowskiej Ameryki nie urywa głowy. Natomiast w głowie może zakręcić się od mieszanki  społeczności  przewijającej się w filmie – dilerów, surferów, hipisów, psychodelicznych dentystów, agentów FBI, uwodzicielskich kobiet i innych dziwolągów, niebieskich ptaków. Stan zakręcenia podtrzymują odpalane skręty, papierosy i inne zażywane narkotyki.

Film posiada kilka ciekawych kreacji aktorskich. Phoenix już nas przyzwyczaił do swojego wysokiego poziomu grania, więc to oczywista oczywistość, że jego detektyw, żyjący w ciągłej halucynacji wypada tutaj idealnie. Ale są tu również maleńkie role perełki – Josh Brolin grający twardego porucznika Bigfoota, szalony dentysta – Martin Short, uwodzicielka – Katharine Waterston. Na moment pojawiają się na ekranie: Owen Wilson, Reese Witherspoon, Benicie Del Toro, Jena Malone. Kostiumy i fryzury wiernie oddają okres hipisowskiego buntu.

Wada Ukryta, Reese Whiterspoon, Phoenix

Reżyser znany jest ze specyficznego klimatu swoich filmów, ładnych, kolorowych, kompozycyjnie dopieszczonych kadrów. Jednak już jego ostatni film Mistrz (Master) delikatnie przynudzał treścią, mimo przepięknej formy. Wada ukryta jest podobna do poprzednika i mnie rozczarowała. Nie udało mi się  wtopić w tę niesamowitą halucynację. Pomimo tych gorzkich słów warto przekonać się samemu, czy film podejdzie. Wielbiciele Andersona nie będą zawiedzeni.

Inherent Vice, reż. Paul Thomas Anderson (2014)
Ocena: 6/10
Werdykt: Warto

 

Focus (2015)

Fokus to historia miłosna Willa Smitha i Margot Robbie otoczona fabułą z klasycznego heist movie. Jak pisałem w krótkim opisie na Filmwebie: ni to romans ni to przekręt. Komedii w tym też nie znajdziemy. Smith wciela się w legendarnego w światku oszusta, manipulatora (złodzieja, kanciarza), który podpiernicza gruby hajs nieświadomym bogaczom. Nie ulega emocjom, jest zimny jak lodowiec i dokładny jak atomowy zegarek. Jednak gdy poznaje Margot mięknie mu faja i zaczynają dochodzić do głosu uczucia. Ona jest początkującą oszustko-złodziejką. Przypadek sprawia, że próbuje nabrać naszego uśmiechniętego Willa. Ten jest zauroczony piękną Margot i pokazuje jej kilka sztuczek…

Focus, Will Smith, Margot Robbie

Wyłączyłem mózg i zacząłem oglądać to lekkie kino duetu Requa i Ficarra. Ładne obrazki przelatywały między oczami, śliczna Margot Robbie gotowała krew w żyłach moich i topiła lodowiec Willa Smitha. Podobno wszyscy miło spędzali czas na planie filmowym, ale chemii między aktorami w filmie nie uświadczyłem. Warto dodać, że jakiekolwiek dowcipy latają tylko wtedy, gdy na ekranie pojawia się Adrian Martinez Farhad.

Focus Margot Robbie

Reżyserzy wrzucili do kociołka pewne hollywoodzkie składniki: gorące, lubiane przez publikę nazwiska, wielokrotnie sprawdzony schemat filmów heist movie (wielopoziomowe manipulacje, zwodzenie widza, duży przekręt), ostre, kolorowe zdjęcia. Podgrzali to wszystko rozrywkowym, amerykańskim płomieniem. W wyniku tego pichcenia dostaliśmy wtórny, nieśmieszny romans podany na pozłacanym talerzu z odrobiną zieleniny i kawałka cytryny. Brzuch pozostał pusty, a ozdobniki jak i sam film wrzuciłem do najobszerniejszej szufladki w historii kina, czyli „do obejrzenia i zapomnienia”.

Focus, reż.  Glenn Ficarra, John Requa (2015)
Ocena: 5/10
Werdykt: Nie warto

 

Haker (Blackhat, 2015)

Chińska elektrownia atomowa zostaje zaatakowana przez tajemniczego hakera. Dochodzi do wybuchu, giną ludzie. W tym samym czasie ktoś atakuje giełdę w USA i manipuluje cenami soi na światowych rynkach. Amerykanie i Chińczycy zaczynają współpracować, by nie dopuścić do kolejnych groźnych ataków. Pomóc może im tylko genialny haker Nicholas Hathaway (Chris Hemsworth), którego władze wyciągają z więzienia na czas kryzysu. Drużynę pierścienia uzupełnia chiński agent specjalny (kolega ze studiów Hathawaya) oraz jego siostra. Trafiają na trop przestępcy i zaczynają pogoń rozpoczynając zabawę w USA, przez Hong Kong, kończąc w Dżakarcie.

Haker, Blackhat, Chris Hemsworth

Michael Mann w swoim nowym filmie porusza bardzo chwytliwy, mocno aktualny temat cyberterroryzmu. Tylko, że już sam film nie jest tak interesujący jak wałkowany wątek cyberataku. Nie jest również atrakcyjny jak grający w Hakerze aktorzy. Bo przecież Hemsworth to taki młodszy Brad Pitt. Na pewno przyciągnął do kina fanki swojej postury, klaty i oczu. Thor zamiast tworzyć niezliczone linijki matrixowego kodu, biega z klawiaturą i wymachuje nią na lewo i prawo. Do tego potrafi władać śrubokrętem i krzesłami nie gorzej niż członek jednostki GROM. Dla równowagi męskiego piękna u jego boku biega urocza Wei Tang.
Postaci wydają się ledwie naszkicowane, płaskie, zbliżone do płyty lodowiska do curlingu. Wątek miłosny ma tyle emocji, co grzybobranie w Lesie Kabackim. Mało tego, dostajemy zupełnie nieimponujące „sceny hakerskie” – patrzenie w ekran oraz kulawe dialogi. Najbardziej jednak boli to, że reżyser nie ma nic ciekawego do powiedzenia o swoich bohaterach ani o zagrożeniach cyberatakiem. Sam atak wykorzystuje tylko jako zalążek do swojej akcji.

Haker, Blackhat Wei Tang

No właśnie akcji. Bo przecież Michael Mann zasłynął jako reżyser kina akcji. Jest twórcą niezapomnianej Gorączki (Heat) ze słynną sceną strzelaniny na ulicy. Haker oczywiście do wspomnianego dzieła nawet się nie zbliża. Ale jakiś mannowski pierwiastek w filmie dostrzeżemy. Kamera często trzyma się blisko bohatera (zbliżenia), zdjęcia kręcone z ręki przedstawiają akcję w sposób realistyczny, prawie reporterski. Niestety cała przedstawiona historia się nie broni i osiada na mieliźnie u wybrzeży Dżakarty.

Nie wiem, po co powstał ten film – ponad 2 godziny wyrwane z życiorysu. Podejrzewam, że gdyby odkleić dwa znane nazwiska – reżysera i aktora – o filmie nikt by nie usłyszał. Minęło kilkanaście dni od obejrzenia filmu, a przyznam szczerze, że już nie pamiętam, kim był główny przeciwnik (przez długi czas nieobecny na ekranie) i jak ten film w ogóle się skończył. Taki to nam film Mann wysmażył.

Blackhat, reż.  Michael Mann (2015)
Ocena: 4/10
Werdykt: Nie warto