Najlepsze filmy w 2017, czyli premiery 2017


Jak to najlepsze filmy w 2017, jak jeszcze nie skończył się rok 2016. Nawet nie napisałeś podsumowania 2015 roku w filmach, a zabierasz się za jakąś pseudo listę filmów, których nie widziałeś? Co z ciebie za bloger? Miałeś napisać reckę Gwiezdne Wojny: Przebudzenia mocy i Legionu samobójców (by trochę pohejtować tych narzekających), miałeś napisać podsumowanie najlepszych filmów w 2016. Miałeś skrobnąć coś o Zwierzętach nocy i Arrival (których jeszcze nie widziałeś). Miałeś wypowiedzieć się o Star Wars Rogue 1. Miałeś wrzucić zdjęcia z Tajlandii i Kambodży, miałeś spisać wrażenia, by skraść przekierowania z google’a blogerce Fashionelce, piszącej o najpiękniejszych plażach Tajlandii. A tymczasem to? Idziesz na łatwiznę! Najlepsze filmy w 2017 albo i nie :)

A tak na serio, to jutub podpowiedział mi filmik o 30 filmach, które rozwalą mi umysł w przyszłym roku. Oczywiście kliknąłem, by zobaczyć głupotki i się nie zgodzić z autorem. Lista jest mocno komercyjna i amerykańszczańsko-superbohaterska. Trudno, co robić. Jest na pewno kilka pozycji, które powodują szybsze bicie serducha i to pewnie na nie wybiorę się do kina w przyszłym roku.

I tak oto powstała szybka „polemika” z listą tego jutubera. A mianowicie, zestaw pokazuje na co czekam z chipsami w rękach (a raczej „czekam”, gdyż czekać to mogę sobie na urlop, czy wygraną w totka) , co mnie ziębi, ale i tak prędzej czy później obejrzę itd. Wiadomo, że lista nie zawiera wszystkich tytułów, więc pewnie pojawią się  jakieś super perełki w 2017, nie wymienione przez tego gościa. Pewnie wpadnie sporo kameralnego, niszowego kina, może jakiś świetny dokument albo coś azjatyckiego, europejskiego (co też rozwali głowę, jak np. Lobster w tamtym roku, czy Paterson – mam nadzieję, bo idę dziś). Na pewno obejrzę (i będę zachwycony) Reel Rock Tour 12 na Warszawskim Festiwalu Górskim, gdyż to już taka moja mała tradycja. Zgodnie z kolorystyczną intuicją:

czarno – czarno to widzę, a raczej możliwe, że tego w ogóle nie zobaczę (chociaż bajki potrafią zaskakiwać, patrz Inside Out).
czerwo – obejrzę prędzej czy później. Z cyklu do obejrzenia i zapomnienia aka niedzielnie, kanapowo.

żółto – a to może być mocne 7/10 i wyżej (co nie zmienia faktu, że czarno i czerwo nie mogą być dobre).
zielono – na 100% w kinie, jaram się jak pochodnia Indiany Jones’a.

A oto lista trzydziestu premier 2017 roku:

Resident Evil: The Final Chapter – nie no, bez przesady.

John Wick: Chapter 2 – jedynka była super fajna, chętnie  zobaczę. W domu.

The Lego Batman Movie – poprzedni film był jednym z lepszych filmów roku 2014, więc tutaj też może być osom!

The Great Wall – poczekamy, zobaczymy. Na razie bez entuzjazmu.

Logan – nie skaczę z radości na myśl o Rosomaku.

Kong: Skull Island – trailer mnie kupił. Ciekawe, co z tego wyjdzie + lubiani aktorzy.

Beauty and the Beast – poczekamy, zobaczymy.

Power Rangers – meh.

Ghost in the Shell – musowo aka jaram się. Ciekawość zżera. I pisząc to, włączam od razu muzykę z GiTS.

The Fate of the Furious – szybciej, bardziej, mocniej. Się obejrzy.

Guardians of the Galaxy Vol. 2 – vol. 1 to najlepszy Marvel do tej pory, więc oczywisty wiadomix.

Alien: Covenant – Prometeusza nawet kupiłem, więc z przyjemnością zobaczę, co w uniwersum słychać.

Pirates of the Caribbean: Dead Men Tell No Tales – nigdy nie byłem fanem i nie rozumiem fenomenu tej serii.

Wonder Woman – na razie ani ziębi, ani grzeje.

World War Z 2 – znowu zombiaki, a zombiaków od lat nie trawię. Także meh. Głowa może czuć się niezagrożona.

Cars 3 – nie widziałem dwóch poprzednich części, więc nie wiem, czy mi rozwali głowę.

Transformers: The Last Knight – do obejrzenia w niedzielny poranek.

Despicable Me 3 – normalnie skaczę z radości…nie.

Spider-Man: Homecoming – wszystko fajnie, ale nie w kinie.

War for the Planet of the Apes – nigdy specjalnie nie podniecały mnie filmy z tej serii, także…

Dunkirk – dam szansę chłopakowi (Nolan).

The Dark Tower – brzmi zachęcająco.

IT – bez hajpu.

Blade Runner 2049 – reżyser + temat + zdjęcia + muza. AAAAAAAAAAAA. Już biegnę do kina.

Kingsman: The Golden Circle – pierwszy film był niezłą rozrywką, więc i ten pewnie takową będzie.

Friday the 13th Reboot – slashery i horrory to nie moja bajka, tym bardziej w kinie.

Saw: Legacy – proszę ich…

Thor: Ragnarok – oba Thory były tak nijakie, jak polskie wokalistki pop, nawet gorsze niż avengersowe pitu-pitu. Bez podjary.

Justice League – może tu zadziałać efekt świeżości. Coś jak w przypadku Suicide Squad.

Star Wars: Episode VIII – nobrainer. Episod VII był w topie mojego podsumowania 2015 roku (jeśli by się ukazało. 2015 nie obfitował w 10/10, także 9/10 dawało podium). Na myśl o kolejnej części macham rękoma i śmieję się jak głupi do sera. #OMNOMNOM.

I standardzik socialowy: a Wy na co czekacie, na co nie czekacie, z czym się zgadzacie? Podajcie dalej, udostępniajcie, dyskutujcie, łapki i lajki w górę, bomba w dół, winda w bok.

Skull: Wyspa czaszki, Lego Batman Movie, Dunkierka, Alien: Covenant - najlepsze filmy w 2017?

Skull: Wyspa czaszki, Lego Batman Movie, Dunkierka, Alien: Covenant – najlepsze filmy w 2017?