Maroko – dzień 9


Maroko – dzień 9 – 6.10.2011 r.

Początek powrotu do Europy

Dawno tyle nie spaliśmy. Powoli rozpoczyna się nasz powrót do Europy. Autobus linii Supratours jadący do Marrakeszu startuje punktualnie o 11.45. Jeszcze tylko ostatni rzut okiem na marokańskie mewy.

Na dworcu w Marrakeszu stołujemy się w McDonaldzie. Stwierdzamy, że należy się nam jakieś „znajome” jedzenie. Cola z ichniejszym lodem chyba nie była najlepszym pomysłem, gdyż Pawełka trochę poskładało.

Mewa

Słońce

Rozkład pociągów w Maroku jest tak skonstruowany, że z danego miejsca (z największych stacji) pociągi odjeżdżają o pełnej godzinie i są przesunięte o pewną stałą wartość. I tak np. z Marrakeszu do Fezu pociągli odchodzą co dwie godziny (9.00, 11.00, 13.00, 15.00 itd.). My celujemy w dyliżans o 17.00. Odjeżdżamy punktualnie. Czytanie książki na przemian jeszcze się nam nie znudziło.

Dzieci marokańskie

Bajerant w pociągu

Słońce

W pewnym momencie do przedziału dosiada się pewien Marokańczyk – niezły bajerant, sprzedawca ciuchów, podróbek ekskluzywnych marek. Dowiadujemy się, że posiada dwie żony, w zupełnie dwóch różnych miastach Maroka (oddalonych od siebie o 300 km). Opowiada jak to jego życie polega na krążeniu od jednej do drugiej żony. Na kolejnej stacji do przedziału wchodzi rodzina przeżywająca i komentująca zdjęcie rentgena kręgosłupa. Pawełek, w związku z wypitą colą z lodem, korzysta z uroków pociągowych WC. W Fezie meldujemy się na znanym nam już dworcu o 1.00 w nocy.

Zdjęcia As-Sawiry znajdziecie w galerii.