Tonight Show starring Jimmy Fallon, czyli u nas tego nie będzie


Obejrzałem (chociaż lepszym słowem byłoby tutaj – wchłonąłem) ostatnio kilkanaście odcinków programu Tonight Show prowadzonego przez Jimmy’ego Fallona (zastąpił Jaya Leno) i postanowiłem przelać na ekran monitora myśl, która od paru lat przewija się w moich zwojach mózgowych. Myśl ta pojawiła się już gdzieniegdzie w moich internetowych komentarzach i rozmowach na żywo. Teraz w końcu trafia jako wpis na stronę i jest także dobrym pretekstem, by napisać coś na temat tego typu show i pochwalić bardzo przyjemny program  Fallona.

Talk-show

W Stanach Zjednoczonych takie programy jak Tonight Show (czy pozostałe Late Night with…) cieszą się ogromną popularnością. Praktycznie każda licząca się stacja posiada tego typu show w swojej ramówce, a ich gospodarzami byli lub są: Jay Leno, Jimmy Fallon, Craig Ferguson, David Letterman, Conan O”Brien, Jimmy Kimmel itd. Wszystkie mają mniej więcej podobną formułę, różnią się jedynie detalami. Łączy je postać charyzmatycznych prowadzących, będących najczęściej komikami (czy raczej połączeniem komika, aktora, dziennikarza i scenarzysty). Opierają się głównie na wywiadach z gwiazdami kina, muzyki, celebrytami, ale także politykami, sportowcami, stand-uperami, restauratorami i pisarzami. Prowadzone są ze sporym luzem, służą ogólnie pojętej rozrywce, ale mają także na celu promocję danego dzieła, które właśnie pojawia się na rynku. Pod postacią sympatycznej rozmowy z gościem – aktorem czy muzykiem – przemycana jest w tle informacja, że film, serial czy album jest w przededniu premiery itd.
Należy zaznaczyć, że takie programy nie promują wyłącznie mocno komercyjnych rzeczy. Np. niedawno u Fallona pojawił się John Lithgow (znany u nas z serialu „Trzecia planeta od słońca”), który przecież nie jest wielką międzynarodową gwiazdą. Aktor teatru zaprasza na darmowy spektakl Król Lear wystawiany w nowojorskim parku (w obsadzie m.in. Annette Bening). Czy u nas nie mogłaby pojawić się w takim programie Krystyna Janda i zapraszać na darmową sztukę wystawianą na Pl. Konstytucji czy np. w Parku Skaryszewskim?

 Jimmy Fallon

Często taki chit-chat ma znamiona prywatnej rozmowy (w showbiznesie wiele z tych osób zna się prywatnie, kumpluje). Dlatego obserwujemy czasami na ekranie TV niezłą mowę trawę w wykonaniu prowadzącego i gościa.

Tonight Show starring Jimmy Fallon

Tonight Show Fallona ma kilka stałych bloków. Wszystko rozpoczyna się od monologu Jimmy’ego wyśmiewającego bieżące sprawy (najczęściej jest to zgrywa z prezydenta Obamy albo polityka Roba Forda, drużyn sportowych, różnych wydarzeń w USA i na świecie) i skandale (np. afera zdjęciowa, aluzje do śmiesznych sytuacji związanych z marihuaną). Dalej, w zależności od dnia tygodnia, pojawiają się stałe kąciki: „Hashtags”, „Pros and cons” czy „Thank you notes”. Środek programu to już rozmowy z celebrytami, okraszone wybiórczo grami słownymi i dziwnymi konkurencjami. Wszystko to przy akompaniamencie muzyki granej na żywo przez świetnych The Roots. Na koniec programu występuje jakaś większa lub mniejsza gwiazda muzyczna. Wszystko to w miłej, zabawnej atmosferze, bez nadęcia i spiny. Tylko albo i aż tyle. Ot, program rozrywkowy.

Tonight Show Jimmy Fallon

Polska za mała na takie programy?

W Polsce takich programów nie uświadczymy. Kiedyś próbował kręcić coś podobnego Szymon Majewski, niby jest Kuba Wojewódzki. Polskie stacje czerpią od naszych starszych w tym biznesie kolegów zza wielkiej wody, podglądając formaty. Ale śmiem twierdzić, że jeszcze długo nic tak dobrego w Polsce nie powstanie. Jeśli w ogóle jest to możliwe… I to nie dlatego, że nigdy nie będziemy mieć tak dobrych scenarzystów jak w USA (bo nie tu leży problem).

A dlaczego to się nie może udać w Polsce? Poniżej 6 powodów:

  1. Cała gałąź popkultury (showbiznes, rozrywka) w USA to wielka część przemysłu i bardzo duży rynek zbytu.
  2. Ogólnie pojęte wyluzowanie społeczeństwa amerykańskiego. Inne nastawienie do życia i podejście do drugiego człowieka.
  3. Marna „jakość” naszych rodzimych celebrytów.
  4. Mała liczba prawdziwych gwiazd w rodzimym ogródku (ten punkt łączy się z punktem pierwszym – Polska to nadal mały rynek szeroko pojętej rozrywki). Po prostu działa tutaj efekt skali całego rynku. Np. ilu aktorów mogłoby się pojawić w takim programie w jednym sezonie? Swego czasu narzekaliśmy, że w polskich filmach grają w kółko ci sami aktorzy. Na pewno nie raz Wojewódzki borykał się z problemem, kogo zaprosić do studia. Tak, by na kanapie nie siedzieli ciągle Kondrat (już nie gra), Dorociński czy Karolak. Stąd, śladem zagranicy, po wyczerpaniu się worka z aktorami i muzykami Kuba otworzył się na „znanych z tego, że są znani”, dalej na sportowców, a nawet gwiazdy blogosfery.
  5. Słabo rozwinięty i mało popularny świat społecznościówek (Twitter, Instagram) wśród ogółu. Chociaż to się w szybkim tempie zmienia. Nasi rodzimi celebryci (Szyc, Szulim itd.) coraz częściej zakładają profile na Instagramie. Tacy sportowcy mają takowe już od dawna (Boruc, Szczęsny).
  6. Wydaje się, że w USA wszyscy ci celebryci się dobrze znają (albo świetnie udają), wspólnie kręcą bekę i ciągną ten wózek o nazwie „rozrywka”, jednocześnie się przy tym dobrze bawiąc: Halle Berry robi fikołki z Fallonem, Katie Holmes używa na tablecie aplikacji deformującej jej zdjęcie twarzy. Albo taki Chad Smith (perkusista Red Hot Chilli Peppers) i Will Ferrell (komik, aktor) jako bliźniacy (faktycznie są podobni, do tego wystylizowani odpowiednio) i urządzają sobie konkurs na lepszego perkusistę. Pełen fun!!!


Niestety Polsko, jesteśmy skazani na Wojewódzkiego.