Interstellar – recenzja


Interstellar to na pewno jeden z najbardziej oczekiwanych filmów roku. Kampania promocyjna zakrojona na wielką skalę, ciekawe trailery, wyciekające informacje do mediów, niedawny zdobywca Oskara w roli głównej (Matthew McConaughey) …. no i kosmos – to wszystko sprawiało, że oczekiwania były ogromne. Na równi z podnieceniem rósł też niepokój, jak w przypadku wielu takich produkcji (chociażby Noe) i kształtujące się pytanie widzów – czy przypadkiem film nie okaże się gniotem? Jak jest z Interstellar?

Machina marketingowa i różne oceny filmu

Już wiemy, że film Nolana podzielił publikę niemal jak słynna Osada M. Night Shyamalana – arcydzieło („nie rozumiesz filmu”)/gniot („nie rozumiesz filmu”). Z jednego krańca galaktyki dochodzą głosy, że to film wybitny, z wnętrza czarnych dziur możemy usłyszeć wiele negatywnych opinii, zdarzają się też wyważone głosy dobiegające z ziemskiego skrawka kosmosu. Ta recenzja będzie z tych mało kontrowersyjnych, mało szokujących, choć na pewno bliżej mi do wychwalania filmu niż do sączenia jadu w kierunku potęgi miłości i nieścisłości w scenariuszu.

Gdy ruszyła machina marketingowa, zaciekawienie filmem wzrosło do kosmicznych rozmiarów. Nastąpiło klasyczne pompowanie balonu. Pierwsze „przedpremierowe” (czy to zagraniczne, czy polskie) recenzje i głosy krzyczały – świetny, genialny! Głosy po premierze już nie były tak przychylne: przereklamowany, nielogiczny. Balon pękł, kurz po starcie filmu opadł….

O Nolanie słów kilka

Nolan należy do grona reżyserów, którzy nie schodzą poniżej pewnego poziomu. Jego filmy są najczęściej dobre i bardzo dobre, momentami ocierające się o rewelacyjne (aż przejrzałem swoje oceny jego dzieł na Filmwebie – 8,7,7,8,7,7,7,8 – to mówi samo za siebie). Wydaje się, że Interstellar idealnie wpisuje się w filmografię reżysera, gdyż to solidnie opowiedziane science-fiction.

Interstellar_3

Nolana jako reżysera akceptuję, jak widać po ocenach nawet cenię, choć nie jest on moim guru. Incepcja mnie nie kupiła i wynudziła. Nie rozumiem fascynacji tym filmem. Tak samo zresztą jak nową trylogią Batmana – uważam te obrazy za dobre, ale nie wybitne. Według mnie najciekawszymi osiągnięciami reżysera są Prestiż i Memento.

Na pewno obok filmów tego reżysera nie można przejść obojętnie, jego obrazy wyróżniają się oryginalną historią i często wizualną ucztą dla oka. Można wręcz pokusić się o stwierdzenie, że Nolan stał się mistrzem wysokobudżetowego kina rozrywkowego.

Zawiązanie akcji

Ludzkość umiera z głodu, tajemniczy pył atakuje plony na Ziemi, kurz osadza się na wszystkim dookoła. Świat w tej niedalekiej przyszłości nie wygląda sielankowo, technologie nie są rozwijane, nie ma już zapotrzebowania na wojsko i wykształconych ludzi. Teraz świat potrzebuje wyłącznie rolników.

Nolan umieszcza widza w wydarzeniach dziejących się na bliżej nieokreślonej farmie bez wyjaśnienia wprost, co się stało. Zdawkowe informacje musimy zdobywać i składać w całość sami. Z biegiem minut fragmenty układanki nabierają kształtów, a aura tajemniczości zanika. Motywy działania zostają odkryte – ludzkość musi opuścić Ziemię i znaleźć nowy dom w kosmosie. Dlatego też główny bohater Cooper, grany przez Matthew McConaugheya, zostaje zwerbowany do załogi kierującej się w stronę Saturna, w pobliżu którego znajduje się tunel czasoprzestrzenny łączący się z inną galaktyką.

Ach ta fizyka

Większość ludzi na lekcjach fizyki w szkole średniej myśli bardziej o zbliżającym się dzwonku na przerwę niż o teorii względności. Fizyka jest przedmiotem, z którym wiele osób ma problemy (jeszcze większe niż z matematyką). I nie oszukujmy się: przeważnie nudzi zamiast ciekawić. Interesujące zjawiska, takie jak dylatacja czasu czy paradoks bliźniąt, są najczęściej ukryte wśród nieatrakcyjnych tematów i wzorów. Stąd niby wiemy, z czym tę całą teorię względności się je, ale tak naprawdę jest dla nas tak klarowna jak konstrukcja Wielkiego Zderzacza Hadronów w CERN. Prędkości światła, silne oddziaływania grawitacyjne czy czarne dziury są dla przeciętnego zjadacza chleba na tyle nierealne, że styczność z Interstellar może powodować mocniejsze rozgrzanie synaps.

Niebezpieczna manipulacja czasem

Gdy w filmie czy serialu pojawiają się zjawiska podróży kosmicznych, równoległych światów itd., a scenarzyści majstrują przy czwartym wymiarze, najczęściej wśród widzów pojawia się niezrozumienie i szereg pytań. Co więcej, temat manipulacji w linii czasu to bardzo często mina przeciwpiechotna i nie wszystkim twórcom udaje się w tej konfrontacji zachować wszystkie kończyny (do dziś internety szydzą z serialu LOST).

Interstellar

Nolan radzi sobie z tymi problemami całkiem sprawnie i adaptuje teorie naukowe. Stara się poprowadzić wyprawę bohaterów przez kosmos, czarną dziurę i odległe światy zgodnie ze znaną wiedzą teoretyczną. Trzeba jednak zaznaczyć, że nie raz i nie dwa podczas seansu coś w opowiedzianej historii zazgrzyta i nie będzie się zazębiało. Ale tak to już jest z międzygwiezdnymi podróżami…

Fikcja czy nauka?

Nolan zgrabnie łączy w filmie science z fiction, żongluje teorią względności, teorią strun, bawi się pętlami czasoprzestrzennymi, pokazuje widzowi nawet tesserakt. Miesza to wszystko i podlewa emocjami głównych bohaterów podróży. Do sentymentalnych dialogów, rozważań o ludzkiej naturze i sile miłości można mieć największe pretensje, natomiast do teorii naukowych za bardzo przyczepić się nie można. Oczywiście nadal więcej jest tu fikcji niż nauki. Bo przecież Nolan wędruje po nowych planetach, jego bohater zagłębia się w czarną dziurę, przekracza horyzont zdarzeń – do tej pory uchodzi to za niewykonalne. Oglądamy więc rzeczy, których nigdy nie poznaliśmy. Wyprawa statku Endurance do innej galaktyki wygląda bardzo przekonywująco i jest niesamowicie efektowna.

Oczywiście w internecie roi się od postów pisanych przez fizyków-amatorów, wytykających nieścisłości w filmie, dziury w fabule, czepiających się szczegółów. O dziwo, spora część jest banalnie wytłumaczalna, ale jak to zwykle bywa, dyskusje sięgają po kilkaset wpisów. Poza tym pamiętajmy, że film to przede wszystkim rozrywka i ma bawić, a nie twardo edukować.

Interstellar czarna dziura

Twórcom filmu należą się na pewno pokłony w związku ze zwizualizowaniem czarnej dziury. Model powstawał podobno rok, a nad procesem czuwał sam Kip Thorne, amerykański fizyk, specjalista od teorii względności i tuneli czasoprzestrzennych. Dostępne oprogramowanie nie było wystarczające do opisania i stworzenia modelu czarnej dziury, więc napisano nowy program uwzględniający zakrzywienia światła i wiele różnych zmiennych. Efekt tego można zobaczyć w filmie – czarna dziura z piękną świecącą koroną (wcześniejsze programy symulowały pierścień a’la Saturn) zapiera dech w piersiach. Ot prace nad filmem przyczyniły się do odkrycia naukowego. Brawo!

Aktorzy

Gra Matthew McConaugheya nie robi specjalnego wrażenia. Wydaje się, że aktor leci na autopilocie – bardzo poprawnie (albo może już przywykliśmy do jego bardzo dobrego aktorstwa). Wrażenie może za to robić aktorka grająca jego młodą córkę Murph – Mackenzie Foy. Reszta postaci jest praktycznie tłem. Zarówno Anne Hathaway, jak i Jessica Chastain nie mają w Interstellar czego grać – są to puste, bezbarwne role. Ciężko cokolwiek powiedzieć o ich bohaterkach, może z wyjątkiem tego, że pani naukowiec kieruje się uczuciem, a nie logiką (Anne), a córka głównego bohatera potrzebna jest Cooperowi do prowadzenia akcji. Nolana przerasta widocznie pisanie ról kobiecych. W tle całej historii przewijają się inne znane nazwiska. Tradycyjnie u Nolana pojawia się Michael Caine – oczywiście gra tutaj nolanowskiego Michaela Caine’a. Mignie nam Ellen Burstyn, John Lithgow i Topher Grace. Bardzo dobrze sobie radzi David Gyasi, ale może wynika to z tego, że przebywa dłużej na ekranie niż pozostali aktorzy trzecioplanowi. Warto odnotować też maleńką rolę Caseya Afflecka. Można jeszcze wspomnieć, że dialogi w filmie nie są najwyższych lotów i równają do jakości napisanych ról.

Oprócz bohaterów z krwi i kości mamy też roboty. Paradoksalnie są lepiej napisane niż większość ról w tym filmie, pomimo, że w zamyśle twórców roboty te miały być pewnie dowcipnym przerywnikiem od głównej akcji filmu. No i wyglądem przypominają…. właśnie, coś przypominają, ale nie potrafię tego zwerbalizować. Edit: przypominają ciastko/suchar/herbatnik?

Muzyka i obraz

Muzyka w Grawitacji zachwycała i powalała. Muzyka Hansa Zimmera w Interstellar powala również, może nie do końca pomysłem, a głównie siłą i natężeniem. Momentami było nachalnie i za głośno, muzyka wychodziła na pierwszy plan i prowadziła czy wręcz narzucała akcję.

Do strony wizualnej nie można się przyczepić, film jest pięknie nakręcony. Wnętrza statków wykonane są szczegółowo, kosmos zapiera dech w piersiach, a szeroko skadrowane odwiedzane planety ukazują spore zróżnicowanie.

Inspiracje i dylematy moralne

Widać w Interstellar inspiracje klasyką s-f: Kubrickiem czy Tarkowskim. Widać też, że reżyser podglądał Obcego, Grawitację, Kontakt, Zwierciadło, Solaris czy nawet Koyaanisqatsi.

Interstellar_ McConaughey

U Nolana pytania o naturę człowieka może nie grają pierwszych skrzypiec, jednak istnieją i są zarysowane. Dylematy moralne bohaterów wydają się być lekko ukryte pod płaszczem atrakcyjnej pionierskiej podróży. Nolan nie rozwija tych zagadnień w sposób wyczerpujący, jednak dotyka pewnych ważnych problemów. Najbardziej uwypukla wątek relacji głównego bohatera z córką, pokazując motywacje Coopera – bezpieczeństwo i przyszłość potomstwa są najważniejsze. Trąci naiwnością i banałem, ale siłą napędową człowieka jest przecież miłość do drugiej osoby. Sama miłość w filmie ukazana jest w kilku wersjach: miłość kochanków, miłość rodzic-dziecko, miłość jako poświecenie dla ludzkości.

Podsumowanie

Według mnie Interstellar nie chce być nową Odyseje kosmiczną, filmami Tarkowskiego ani poważnym, filozoficznym traktatem o podróżach w kosmos. Odbieram go jako czyste rozrywkowe kino, podlane smaczkami w postaci teorii Kipa Thorne’a o tunelach czasoprzestrzennych i pięknymi wizualizacjami kosmosu. I tak odczytywany twór Nolana broni się w pełni. Jeśli natomiast uległeś marketingowemu szałowi i idziesz na nowego Kubricka, to możesz się rozczarować.

Nie jestem ślepy na wady filmu. Caine recytujący któryś raz ten sam fragment wiersza przyprawia o mdłości. Zauważam masę kulawych dialogów, dziury w scenariuszu, zbędną pogadankę o miłości czy szarżowanie Zimmera w niektórych momentach. Zgrzyt z miłością jest chyba najbardziej kłujący, ale nie wpływa znacznie na odbiór całego filmu.

Z drugiej jednak strony mamy w Interstellar dużo naprawdę świetnych scen, począwszy od przedstawienia świata w pierwszej godzinie filmu, przez genialną scenę z Cooperem na statku Endurance (kosmiczny ładunek emocjonalny, gula w gardle), po piękne zdjęcia kosmosu. Poza tym bardzo rzadko w filmach widzimy tesserakt.

Interstellar_2

Parafrazując klasyka – pamiętam, by minusy nie przesłoniły plusów. Wady nie powodują, że film staje się niestrawny i nie odbierają przyjemności z seansu. Pomimo, że Interstellar trwał 3 godziny, nawet przez moment nie odczuwałem znużenia (a to ostatnio u mnie nagminne – chociaż taki Boyhood mógłby trwać i 15 godzin). Nolan zapewnił po raz kolejny rozrywkę na wysokim poziomie. Interstellar pobudza wizualnie i intelektualnie, a dodatkowo może skłaniać do refleksji na temat relacji międzyludzkich.  To jest właśnie najfajniejsze w 10 muzie – kończysz oglądać film, wychodzisz z kina i dalej wszystko przeżywasz. Seans wciąż trwa w Twojej głowie, pobudzając Cię do działania (np. koleżanka po seansie Interstellar zaczęła czytać materiały o czarnych dziurach).

Ocena: 8/10

Każde dzieło s-f (czy to książka, film czy serial) zostawia mnie z myślą –  czekam na ekranizację tetralogii Hyperiona Dana Simmonsa, najlepiej w postaci serialu!!!


  • magnolia

    też raczej jestem pośrodku, jeśli chodzi o ocenę „Interstellar” (podobnie jak w odniesieniu do prawie całej filmografii Nolana, u którego mieszają się bardzo ciekawe i oryginalne filmy z powiedzmy nierównymi, tzn. takimi, gdzie są zarówno bardzo dobre elementy, jak i znacznie słabsze). gdy stwierdziłam, że jak dla mnie film kradnie Casey Affleck, choć tak naprawdę nie miał zbyt wiele do zagrania, to właśnie w tym tkwi mój problem z filmem, właśnie bohaterowie, o których im więcej wiemy (a raczej im więcej mówią) tym gorzej, już nie mówiąc o postaciach kobiecych, które są do bólu schematyczne. początek filmu był świetny, taki niedomówiony, i takie właśnie wyciszenie, napięcie, „przyziemność” nadal pozostaje w postaci Afflecka, to zaś jak dla mnie jest słabo powiązane z całą „kosmiczną” częścią i w tym właśnie (a więc także scenariuszowo) poległ Nolan. i im bliżej końca, tym mniej wierzę w historię, zaś spotkanie z córką (a gdzie syn) pozostawia straszny niedosyt (natomiast spodobał mi się domek-muzeum, taki humorystyczno-gorzki akcent).

    może nie powinnam w taki sposób porównywać, ale w końcu to jedna rodzina ;). chodzi mi o to, że serial „Person of Interest”, choć mówi o czym innym i jak się okazało, nie jest wcale tylko fantazją spiskową, i miewa oczywiście słabsze momenty i wątki, to jednak ma całkiem ciekawe i spójne „uniwersum”, w którym dość ciekawie przeplatają się różne problemy, fragmenty świata, środowiska, relacje międzyludzkie. w filmie tego mi brakuje, choć serial ma znacznie więcej możliwości, a przede wszystkim czasu, by w bardziej zniuansowany sposób budować i rozbudowywać świat przedstawiony.

    • Casey Affleck kradnie film? Hmmm.
      Wiadomo, w serialu twórcy mają więcej czasu na przedstawienie wszystkich zakamarków świata/ludzi. Nie rozpędzałbym się z tym PoI – powoli zaczyna mieć tych słabszych momentów więcej niż ciekawych wątków – przynajmniej tak odbierałem ostatnie odcinki. Można to jednak zrzucić na karb – „standardowy cykl życia serialu” ;-)

      • magnolia

        zgadzam się, że ostatnio trochę zrobiło się dziwnie/słabo, że czegoś zabrakło (zastanawiam się, na ile szyki pokrzyżowała scenarzystom Sarah Shahi), że zapowiadało się coś wielkiego, a wyszło tak sobie, zwłaszcza to połączenie wątku walki z Samarytaninem z „gangsterskim”, choć przyznam, że przy całej sympatii do Eliasa, to takie rozwiązanie całkiem pasuje do Samarytanina, ale to też oznacza, że powstała całkiem spora luka fabularna i nie wiem, jak będzie wyglądał kolejny sezon, w sensie czy scenarzyści faktycznie mają pomysł. pewnie teraz na I.planie będzie odbicie Shaw, ale co dalej? jaki będzie następny etap w wojnie z Samarytaninem? poza tym drażni mnie wątek romantyczny z panią psycholog, ale nie wiem, czy dlatego, że to takie oczywiste i banalne, czy ogólnie Caviezel robi się jeszcze bardziej drewniany? żeby nie było, podoba mi się ten jego minimalizm, ale ostatnio wydaje mi się jechać na autopilocie, jakoś tak totalnie bez poczucia humoru, niemal bez życia – zresztą to w sumie prawda, tak właśnie można go interpretować (szczególnie po stracie Shaw, a wcześniej Carter, która zresztą wróciła na chwilę – to było cudowne!).

        co do Afflecka – wiem, że to dziwne, zwłaszcza, że to nie była duża, znacząca rola, ale jakoś tak najbardziej prawdziwa (w sensie postać w filmie, byłam jej bardzo ciekawa – został farmerem, choć to jak walka z wiatrakami, ten wieczny pył, założył rodzinę, stracił dziecko – to właśnie życie, walka o przetrwanie, a nie jakieś gwiezdne podróże – podobał mi się ten kontrapunkt, ale został on moim zdaniem zupełnie zniszczony przez z lekka histeryczną postać Chastain).

        • Nie odpowiem Ci na te wszystkie pytania odnośnie PoI. Sam już przestałem to rozkminiać jakiś czas temu (a to chociażby świadczy o spadku zainteresowania serialem). Caviezel może być bardziej drewniany? Myślałem, że to jest constans :) Ale racja, wcześniej momentami ten jego minimalizm był zabawny, teraz tego już nie ma. „Powrót” Carter +++ :)

          @ Affleck – każdy ma swoje punkty zaczepienia :) Chastain była tutaj kluczem, więc musiała przykryć Afflecka :)

  • Pingback: Najlepsze filmy w 2014 roku, czyli TOP 10 | zureklukasz.com()

  • kraat

    „Fizyka jest przedmiotem, z którym wiele osób ma problemy (jeszcze większe niż z matematyką). I nie oszukujmy się: przeważnie nudzi zamiast ciekawić. ”

    To z autopsji? Jeśli kogoś nudzi fizyka to ciekaw jestem co go ciekawi… Albo lepiej nie pytam, bo to musi być jakiś głąb i co najwyżej dowiem się, że popcorn i piłka nożna.

    • Odpowiadając na Twoje pytanie: zdawałem ustną fizykę na maturze (ocena 5) i studiowałem matematykę – więc…. nie z autopsji. Czy rozwiałem Twoje wątpliwości?