Czarny protest, czyli o prawach kobiet #czarnyprotest


#czarnyprotest Na sali sejmowej przemawia Barbara Nowacka (nie ukrywam, że sympatyzuję), w internecie szaleje #czarnyprotest, pod sejmem zbierają się protestujący. Temat znów jest żywy. Politycy ponownie grają kartą aborcji. Po co?

Przypominam, że jest rok 2016. Żyjemy w kraju rozwiniętym, cywilizowanym. Mamy XXI wiek, ludzie latają w kosmos, telefony komórkowe są szybsze i wydajniejsze niż laptop, na którym piszę ten tekst. Dla Polski strzela piłkarz formatu Lewandowskiego. Dlaczego temat aborcji wraca jak bumerang i rozmawiamy o takich oczywistościach?

Wyobraźmy sobie sytuację, że student pierwszego roku astronomii wstaje na wykładzie i podważa heliocentryczny model układu słonecznego. Już słyszę studenta pierwszego roku matematyki, jak na wykładzie z analizy matematycznej mówi, że aksjomat zbioru pustego mówiący o istnieniu zbioru nieposiadającego elementów to jakaś kompletna bzdura. Albo na algebrze liniowej z geometrią ktoś wyśmiewa, że dla dowolnych dwóch punktów A, B istnieje prosta a, zawierająca oba te punkty. Idźmy dalej. Ktoś uczulony na orzechy, zjada świadomie garść orzechów. Szaleństwo?

Wyobraźmy sobie kraj, w którym homoseksualiści są szykanowani, zdarzają się incydenty ksenofobiczne, rasistowskie (które nie są potępiane), a pani w aptece odmawia sprzedania pigułki po. Kraj, w którym związki partnerskie mają pod górkę, politycy stawiający na „politykę rodzinną” znoszą in vitro, a różne ONRy machają flagami na ulicach. Kraj, w którym kobiety nie decydują o własnym losie…

To się w głowie nie mieści.

Oh wait.

Ciemnogród.

Zdjęcia z wiosennego protestu tutaj.

Edit: pomiędzy protestującymi grupami pod sejmem stanął jutuber, który skradł 40 sekund czasu antenowego, by zareklamować swój kanał. Jaja.