Birdman – recenzja filmu


Zapotrzebowanie na kolejny film o Birdmanie jest duże. Publiczność jak i sam tytułowy Birdman domagają się powrotu słynnego superbohatera. Ale jak to w kinie superbohaterskim – musi istnieć wymagający przeciwnik, przeciwwaga dla herosa. Największym przeciwnikiem człowieka-ptaka jest sam Riggan Thomson, aktor wcielający się przed laty w postać Birdmana. Odwiesił on kostium ze skrzydłami do szafy… wróć. To nie jest kolejny film ze stajni Marcela czy DC. Fakt, nawiązań do popkultury jest tutaj wiele, ale ratowania świata i wybuchów w filmie Inarritu nie uświadczymy (prawie).

Birdman, czyli nieoczekiwane pożytki z niewiedzy (Birdman – or The Unexpected Virtue of Ignorance)

„Czy dostałeś od życia ostatecznie to czego chciałeś?
Dostałem.
A czego chciałeś?
Wiedzieć, że jestem kochany. Czuć, że ktoś na tej ziemi mnie kocha.”

Riggana Thomsona poznajemy kilka dni przed premierą sztuki teatralnej, adaptacji opowiadania „O czym mówimy, kiedy mówimy o miłości” Raymonda Carvera. Thomson nie tylko gra w niej główną rolę, ale również próbuje ją wyreżyserować. Kiedyś, u szczytu swej kariery wcielał się w tytułowego superherosa Birdmana. Teraz borykający się z kryzysem wieku średniego, wypaleniem i niespełnieniem, a może nawet delikatną schizofrenią, główny bohater pragnie stworzyć coś ważnego, coś wielkiego, a przy okazji wrócić w miejsce oświetlone reflektorami sławy. Zmierzenie się na deskach broadwayowskiego teatru z opowiadaniem Carvera ma mu w tym pomóc.

Emma Stone Birdman

W przededniu prapremiery w labiryncie korytarzy St. James Theater oprócz Riggana poznajemy jego córkę, która zakończyła właśnie odwyk (Emma Stone), dziewczynę (Andrea Riseborough), która odnajmuję mu, że jest w ciąży, gwiazdora Mike’a Shinera (Edward Norton), dziewczynę Mike’a (Naomi Watts).
Tylko, że tak przedstawiony zarys fabuły mówi o filmie tyle co nic. A o co tak wielkie halo? Skąd płynące zewsząd zachwyty, worek nominacji i nagród? (ta notka zaczęła powstawać gdzieś na początku lutego – teraz już wiemy, że Birdman zgarnął najważniejsze oscarowe statuetki: za reżyserię, za najlepszy film, zdjęcia oraz za scenariusz oryginalny).

O co tak wielkie halo?

Birdman to mocno niejednoznaczny film, o wielu interpretacjach, rozgrywający się na wielu płaszczyznach. To nie tylko opowieść o sztuce, ale również satyra na Hollywood, media społecznościowe (kolejna z wielu ostatnio – Gone Girl, poniekąd Nightclawler, ostatnie Hunger Games). Film Alejandro Gonzaleza Inarritu lawiruje między rzeczywistością a snem, świat realny przenika się z fikcją, sztuka wnika w sztukę. Czyli dostajemy film o sztuce w sztuce (albo dopiszcie sobie jeszcze kilka odmian słowa sztuka). Obserwujemy labirynt powiązań nie tylko na zapleczu nowojorskiego teatru. Reżyser przeciwstawia sobie świat celebrytów i zwykłych aktorów, aktorów z Hollywoodu i aktorów teatru (wrzutka do Roberta Downeya Jr., – powrót na szczyt dzięki Iron Manowi). W ogóle nawiązań do popkultury jest w Birdmanie sporo. Począwszy od samego fikcyjnego, tytułowego superbohatera, kończąc na wymienionych w filmie znanych nazwisk (Renner, Fassbender, Gosling).

Birdman

Obrywa się też krytykom starych mediów, którzy jedną niepochlebną recenzją potrafią zniszczyć miesiące pracy nad sztuką. W przeciwwadze do tradycyjnych recenzentów Inarritu pokazuje ważne obecnie medium o wielomilionowym zasięgu – Facebook’a i Twittera. Ale chyba najważniejszym w filmie meksykańskiego reżysera jest odwieczny dylemat twórcy – tworzenie czegoś wartościowego, ambitnego (często niszowego, niekoniecznie rozumianego, docenianego przez masowego widza), czy może próba pójścia na łatwiznę, zrobienie czegoś łatwego w odbiorze, zaistnienie w świadomości ogółu (blockbuster, komercyjne dzieło). Na tych wszystkich nierównoważących się szalkach showbiznesu Inarritu kładzie przerośnięte ego aktorów, problemy zawodowe i osobiste celebrytów, potrzebę bycia kochanym, rozpoznawanym, docenianym. Reguły w Hollywood są wszystkim dobrze znane i bezwzględne dla każdego. Jednego dnia jesteś na świeczniku, zarabiasz miliony i tłum nosi cię na rękach, a za chwilę nikt o tobie nie pamięta, jesteś na odwyku i musisz sprzedawać swój piękny dom z basenem.

Birdman Michael Keaton
Wewnętrzny głos Riggana w postaci wielkiego ptaka dosłownie za nim chodzi i próbuje nakłonić go do kolejnego filmu o Birdmanie, deprecjonując zabawy ze sztuką przez duże „s”.

Aktorstwo

W pełni zasłużone były nominacje oscarowe dla Keatona i Nortona. Aktorzy na deskach teatru czują się jak ryby w wodzie. Powiem więcej – kibicowałem Nortonowi by zgarnął statuetkę. Wspólne sceny to gigantyczna energia wylewająca się z ekranu, istne pioruny gry aktorskiej. Zresztą tak samo było w przypadku świetnej w tym filmie Emmy Stone (nominowana za rolę drugoplanową). Ma tutaj jedną wielka scenę (i kilka pomniejszych), w której błyszczy. Wszyscy pozostali aktorzy również grają na wysokim poziomie: Zach Galifianakis grający powściągliwego producenta, czy Naomi Watts  wcielająca się w znerwicowaną aktorkę.

Birdman obsada

Reżyseria, zdjęcia, muzyka

Gdy dodamy do powyższego reżyserski pomysł Inarritu (niekoniecznie nowatorski), by cały film wyglądał jak jedno długie ujęcie (2-godzinny mastershot) i rękę geniusza E. Lubezkyego, odpowiedzialnego za zdjęcia, to możemy otrzeć się o coś wielkiego. Niektóre ujęcia faktycznie trwały kilka i kilkanaście minut, aktorzy wspominali w wywiadach, że zaliczali wiele dubli. W filmie dominują ujęcia zza głowy czy pleców, kamera dosłownie śledzi aktorów. Poszczególne sceny zostały zmontowane tak, że widz faktycznie wsiąka w świat korytarzy teatru i obserwuje płynne, nieprzerwane ujęcie od początkowych scen w garderobie do prawie końca historii, wliczając w to sceny na dachu teatru, czy sceny „uliczne”. Oczywiście cięcia montażowe są widocznie, ale wszystko zostało tak subtelnie poskładane w całość, że statuetka Oscara może nie zdziwić (no i nie zdziwiła). Jak widać po nagrodach i zachwytach cały trud włożony w kręcenie tego pseudomastershota był opłacalny.

Birdman

Warto wspomnieć, że ścieżka dźwiękowa składa się wyłącznie z perkusji (Antonio Sanchez), a jej minimalizm fantastycznie współgra z obrazem i oddaje panujące w filmie napięcie. Zresztą perkusista przygrywa nam i miga w niektórych kadrach filmu. Majstersztyk.

Podsumowanie

Meksykański reżyser podarował nam film o dylematach człowieka, dający szerokie pole do interpretacji, obudowany w ciekawą, oryginalną formę. Przy okazji wbił delikatnie szpilkę wszystkim ekranizacjom komiksów robionym obecnie na szeroką skalę (samych seriali jest teraz tyle, że człowiek musiałby nie mieć życia, a tylko siedzieć i oglądać wszystkie Flashe, SHIELDY, Daredevile). Birdman to film o tym, że każdy chce zostać zauważony i w dodatku zostawić po sobie jakiś ślad bytności. Nawet jeśli to jest 3800 postów na Twitterze.

Ocena: 9/10

Dlatego ja również zaraz wrzucę ten wpis w macki internetów, zabiegając o tony lajków i retweetów, których i tak z oczywistych względów (m.in. zasięg) nie będzie. Chyba muszę kogoś nie zaprosić do mojego pokoju na rozmowę lub bawić się w biletowego konika i robić z siebie pajaca na konferencji prasowej (musiałem, musiałem). Birdman to jeden z najlepszych filmów 2014 roku (w moim podsumowaniu roku plasuje się na 2 miejscu). Kilkakrotnie już podkreślałem, że jedyną 10tką poprzedniego sezonu jest Boyhood.